Czy kombinezon ochronny przydaje się podczas pisania?

Siedzę nad pustą stroną edytora tekstowego Word 2007, a kursor pulsuje miarowo, odmierzając czas. Litery nie chcą się układać w słowa. Zakręcam kaloryfery, bo szumią mi w głowie niczym helikopter odlatujący z balkonu. Dźwięk przypomina mi trochę czasy, kiedy poruszałam się, jako pasażer rzecz jasna, wyrobem samochodopodobnym. Ludzie podchodzili do okien myśląc, że wojna przyszła i czołgi do miasta wjechały, ale nie, to tylko mój Opel Vectra, rocznik pewnie w okolicach 868 p.n.e.

Robi się jakoś podejrzanie cicho. Nagle słyszę, jak dwa pokoje dalej leci ćma. Tak bardzo dekoncentruje mnie ten dźwięk, że postanawiam włączyć jakąś muzykę. Kto ma Spotify ten wie, jak ciężko wybrać odpowiednią playlistę, w szczególności, kiedy potrzebujemy pobudzenia umysłowego. Niestety, opcja odkrywania działa u mnie wyjątkowo średnio, bo mamy tu albo zawodzących panów w długich włosach i z fajką w gębie, patrzących spod nieco zbyt długiej grzywki (w sumie trudno się dziwić, skoro słucham ich dobrowolnie przez sporą część czasu), albo utwory rosyjsko-niemieckie, czego nie jestem w stanie w żaden racjonalny sposób wyjaśnić. Wnikam coraz głębiej, a kiedy orientuję się, że piosenki mają tytuły o długości 4 linijek i są pisane pismem obrazkowym, włączam po prostu swój osobisty śmietnik muzyczny o wdzięcznej nazwie „bla” (polecam podczas depresji, samobójstwo prawie gwarantowane).

Już-już mam szukać chusteczek, bo zazwyczaj po kilku dźwiękach wzruszenie odbiera mi mowę, przeradzając się w regularną histerię, gdy przypomina mi się, że tak właściwie komputer to ja włączyłam, żeby pisać coś w rozbudowanym edytorze tekstów typu Word. Oczywiście, przed rozpoczęciem pracy należy odpowiednio dokument przygotować, a że ikonek nad kartką jest tyle, że do każdej można by napisać krótki przewodnik użytkowania wraz z przykładami o długości stu stron co najmniej – mam co robić. Po szesnastu godzinach, kiedy w Wordzie potrafię już nawet ugotować obiad, przychodzi czas na przeglądnięcie artykułów blogowych, opisujących przewagę justowania nad wyrównaniem do lewej.

W drodze po herbatę postanawiam umyć naczynia, które leżą w zlewie od zeszłej Wigilii. A skoro już tu jestem, to przy okazji robię sobie kolację. I śniadanie do pracy. I obiad na jutro, albo od razu na cały rok. Zamrożę potem, czy tam rozdam potrzebującym.

Kilka godzin później ilością przygotowanego jedzenia mogę śmiało próbować rozwiązać problem głodu na świecie.

Zerkam na ekran. Kursor łypie na mnie to z lewej, to z prawej, a widać go doskonale pod każdym kątem. Siadam po drugiej stronie laptopa, ale nawet teraz mam wrażenie, że go słyszę. Tyk tyk. Chce czegoś ode mnie, czy jak?! Odwracam komputer do siebie. Pusta kartka zaczyna mnie razić na tyle, że biorę pod uwagę założenie Ray Banów, model  Wayfarer 2015. Co tam, że podjebki, +1 do zajebistości to może i z pisaniem coś ruszy.

Wstaję i szukam tych cholernych okularów. Zostały z pewnością pochłonięte przez którąś z moich torebek. Przez chwilę rozważam odzianie się w kombinezon ochronny z funkcją automatycznej dezynfekcji co 3 minuty, aby w nich zanurkować; całkiem możliwe, że torebkowa otchłań jest portalem prowadzącym do innego wymiaru. Obym tylko sama nie została połknięta na wieki przez czarną dziurę.

Nagle jednak siły mnie opuszczają, nie, to zbyt niebezpieczne, poniedziałek jest, nie jestem na to gotowa, w poniedziałki różnie bywa. Chrzanić okulary.

Wracam, jednak tuż przed wejściem do kuchni zauważam, że laptop z otwartym dokumentem nadal tam jest. Robię szybki unik i jestem w łazience. Przeglądając rzeczy do prania, przypomina mi się, że nie mam kurtki na zimę i decyduję się uszyć ją własnoręcznie. Co prawda czynność ta jest mi zupełnie obca, ale to nie problem. Czasu mam przecież w nieskończoność, a że maszynę do szycia już posiadam, zaoszczędzę mnóstwo czasu, który musiałabym poświęcić na jej kupowanie.

Przechodząc siódmy raz przez przedpokój przystaję na chwilę i sama przed sobą przyznaję, że ściany jakieś takie szarawe się zrobiły. Biję się przez moment z myślami i postanawiam odłożyć remont przynajmniej do jutra. Mimo wszystko, późno już.

Gdybym miała psa albo kota chociaż. Chomika? Rybkę? Poszłabym na spacer. Każdemu należy się trochę świeżego powietrza, niech stracę, świat im pokażę, o życiu opowiem. O tam, popatrz, widzisz? Tam kiedyś był las, a dziś jest autostrada ośmiopasmowa.  A tutaj o, tutaj jest park. Będzie z szesnaście drzew, zaraz lepiej się oddycha, nie? Ale zaraz, przecież jesteś rybą, skąd możesz to wiedzieć. Trudno, pooglądaj sobie chociaż.

Niestety. Nie mam kota ani rybek, a jedyne zwierzę, jakie jest w stanie się utrzymać pod jednym dachem ze mną, to pająk. Bez przesady, z Przemysławem na spacer chodzić nie będę, trąci desperacją. I brzydzę się trochę.

W końcu zrezygnowana zasiadam przed cudo technologii za 1,8k polskich złotych bez promocji (prąd potrzebny do uruchomienia nie jest częścią zestawu). Każdego dnia jego wartość maleje o 150% wartości rynkowej, z czego wynika, że za godzinę użytkowania tego złomu srogo powinnam dopłacić. Nie ma co szastać pieniędzmi, a stoi tak bezużytecznie już z sześćdziesiąt osiem godzin.


Biała kartka.

A czego niby się spodziewałam? 141 stron czcionką Times New Roman, rozmiar 8? I dlaczego, u licha, jest tu tak zimno?!

 

  • Brak weny, to straszna spraw ;). Dlatego wole najpierw pisać ręcznie, wtedy jakos lepiej mi idzie.

    • Patrz Szerzej

      Ja zbyt wolno piszę ręcznie, żeby nadążyć za własnym umysłem. Oczywiście kiedy jestem w szale pisania, bo przy braku weny mogłabym się prędzej nauczyć kaligrafować, niż stworzyć tekst.

  • Ewa

    „W drodze po herbatę postanawiam umyć naczynia, które leżą w zlewie od zeszłej Wigilii.” Ależ się uśmiałam 😉

  • Czytam ten Twój wpis i jakoś na wysokości drugiego zdania zaczęłam w głowie słyszeć piosenkę „Teksański” 😉
    Chyba każdy raz na jakiś czas przechodzi przez to samo. Mnie najbardziej irytuje jak dokładnie wiem o czym chciałabym napisać, ale siadam, piszę tytuł i dalej nic. Nie mogę sobie przypomnieć ani jednego światłego przemyślenia, które skłoniło mnie do pisania na ten temat 😉

    • Patrz Szerzej

      Ja mam podobny problem często, tylko na odwrót – napiszę tekst w 20 minut, a tytuł zostawiam sobie na koniec i potrafię siedzieć dwie godziny przed komputerem i patrzeć, i patrzeć i… nic.

  • Gdy wena mnie opuszcza, posiłkuje się wcześniej spisanymi pomysłami na posty. Taka ostatnia deska ratunku 😀

    • Patrz Szerzej

      Ja mam listę, a i tak jak siadam do pisania to wymyślam coś innego 😉

  • Hhaha, ale się uśmiałam czytając ten artykuł.Wniosek się nasuwa taki, ze nawet z pustej kartki można wyciągnąć czasem inspirację i napisać o niej coś kreatywnego. A kto by się spodziewa, ze biel może dostarczyć pewna barwnych i zabawnych opisów? Dodaje do ulubionych i obiecuję ( ale nie bierz mnie za słowo) wpadać częściej:) Pozdrawiam

    • Patrz Szerzej

      Taki paradoks, jak nie wiesz o czym pisać, to napisz o tym tekst 😉 dzięki i zapraszam!

  • Na razie zaniku blogowej weny nie miałam, ale z poezja mam tak raz na jakiś czas.

  • Też czasami nie mogę się skoncentrować. Wtedy rzucam wszystko (pisanie) i idę posprzątać. Jak już mam porządek w domu – porządek robi się w głowie i mogę pisać 🙂
    Pozdrawiam, fajny tekst!

    • Patrz Szerzej

      Dzięki! Sprzątanie zawsze w cenie, szczególnie w porze pisania 🙂

  • Dlatego nie korzystam z Worda 😉 Swoją drogą, to sprzedaj koniecznie tipy jak zakrzywiasz czasoprzestrzeń, bo mi też by się przydało od czasu do czasu wydłużyć dobę, zwłaszcza, gdy siadam do pisania. W końcu grzejnik się sam nie odpowietrzy, nie? Nic z tego, że mamy lato. Jest obok komputera.

    • Patrz Szerzej

      Zapisuję to do swojej Złotej Listy Pomysłów Na Tekst. Dzięki za przypomnienie o kaloryferach, moje co prawda trochę dalej, ale nie szkodzi, przejdę się kawałek.

  • Mnie wena dopada najczęściej w nocy – dlatego zawsze mam przy łóżku telefon, w którym mogę natychmiast odpalić notatnik, żeby pomysły mi nie uleciały 🙂

  • Świetnie napisane! 😀

    Tak to czasami bywa, że uszycie zimowej kurtki czy wyprowadzenie rybki na spacer jest znacznie bardziej kreatywnym i potrzebnym zajęciem niż pisanie. Zgadzam się! Może polub się jednak z pająkiem?

    • Patrz Szerzej

      Przemyślę to! Bo wiesz, to nowe obowiązki, mniej czasu na pisanie, o takiego pająka to trzeba się troszczyć i karmić go.
      #samaniewiem

  • Kamila / Z naciskiem na szczęście

    Nie ma weny nie ma postu. Na szczęście można sobie z tym radzić.

  • Magda

    Jej jak to jest dobrze napisane. Wyruszam dalej, po więcej🎈

    • Patrz Szerzej

      Szerokiej drogi!

  • Jak nie ma weny, to nie ma. Ja sobie radzę odświeżaniem tego, co już napisałam, lub po prostu zamieszczam filmik…:-)

    • Też często grzebię po starych, nieopublikowanych tekstach i modyfikuję 🙂

  • Normalnie opis jak z mojego życia wzięty :d

  • Podobno czasem wystarczy, gdy napiszemy pierwsze zdanie… podobno, lecz teksty zawsze rozpoczęte słowami „Nie wiem od czego zacząć..” mogłyby zniechęcić nawet najbardziej wytrwałego czytelnika 😉

    • U mnie często się sprawdza, ale problemem jest żeby najpierw usiąść do komputera ; )

  • Ja musze na brudno najpierw napisać bo z każdą nową myślą zmieniam caly sens tekstu zawsze może sprawdziany były najbardziej pokreslone.
    Potem jak przepisuje do komputera to i tak jeszcze czasem udaje mi się zmienić kontekst zdania.
    Zawsze byłam lepsza z matematyki niż Polskiego 🙂

  • „Gdyby chociaż mucha zjwiła się…” Brak weny każdego dopad, nawet Kasię Nosowską 😉
    Najażniejsze to umieć przekuć to w sukces, tak jak Ty to zrobiłaś 🙂 Fajny wpis.

  • Edytor tekstów to najbardziej wysysający energię i chęć do życia program, jaki człowiek mógł wymyślić. Ciekawe, ile osób straciło chęć do życia gapiąc się w pustą kartkę i mrugający kursor?

    • Ja przez chwilę pisałam w edytorze WordPressa, ale tam to dopiero była zabawa. Dzięki temu moja strona była ciągle w budowie.

  • Sylwia

    Jeju…. to tak jakbym o sobie czytała. Czesto też inne zajęcia biorą górę nad pisaniem 😉

  • Monika (mama na całego)

    Haha, nieźle się ubawiłam 🙂 Będę teraz spoglądać szerzej na moją twórczą niemoc, kiedy mnie dopadnie. I z większym dystansem 🙂 Haha…

  • Każdy czasami na to cierpi, zwłaszcza jak ktoś w ogóle pisze. Mi się to często zdarza, ale wtedy nie myślę o tym, robię przerwę i za jakiś czas znowu siadam do pisania. Na siłę nigdy nic mi nie wyszło.

  • Hahaha, czasem moje pisanie wygląda dokładnie tak samo 😀 Każdy czasem przechodzi niemoc twórczą i trzeba z tym jakoś żyć.

  • Mnie zawsze pomaga bieganie…. Po jakichś 40 minutach biegu, umysł jest czysty jak górska woda i wtedy czasami nawet udaje mi się ułożyć w głowie cały wpis na bloga… od pierwszego znaku do odtatniej kropki. Kocham to! 🙂

    • Na pewno spróbuję! Do biegania też się zebrać nie mogę, może brak weny mnie zmotywuje.

  • Wielopokoleniowo 3

    HIhi, o mnie chyba pisałaś ;-))

  • Tekst jest tak cudne napisany, że aż ciężko uwierzyć, że możesz mieć takie problemy 😀

  • Opisalas dokladnie jak sie zachowuje gdy musze napisac raport z biologi albo chemi, haha! Ja na szczescie mam psa ktory z checia korzysta ze jego pancia MUSI NATYCHMIAST isc na minimum dwu godzinny spacer, haha!
    Przez kilka zdan juz cie pokochalam, jestes cudowna!

    Versjada

    • Dziękuję! <3

      Muszę pomyśleć o psie. Ruchu przy mnie mu nie zabraknie, a tak to istnieje ryzyko że będę wychodzić z samą smyczą.

  • Kaloryfery? Zimno? W lipcu?
    Nie pierwszej świeżości wstęp, czy umiłowanie piekarnika?

    Ja mam problem w drugą stronę – trzasnę 141 stron a potem przez ~68 godzin niezobowiązująco zastanawiam się, o czym właściwie chciałam napisać, dlaczego poświęciłam temu tylko dwa akapity i o czym właściwie pitolę na stronach 72-114.

    & kopiowanie z worda to chyba największa linia oporu, wp przypadkiem nie usuwa części formatowania? Chyba jakiś czas temu próbowałam i nie zanotowałam sukcesów, bo po wszystkim jednak wróciłam do użerania się z tinymce. Nie jest taki zły, czasami.

    • Jesteś jedyną osobą, która to zauważyła! Tekst był pisany wcześniej, aby można było go użyć w takiej trudnej chwili, kiedy nie wie się, co napisać. Swoją drogą, piekarnik miłuję, ale w lipcu to nawet dla mnie przesada.

      Oczywiście, że wp usuwa formatowanie, ale dlaczego by nie robić tego samego dwa razy? Poza tym kopie robocze też muszą jakoś wyglądać na komputerze, a co!

  • ja bardzo chciałabym mieć psa ale niestety nie jest to możliwe