Jak zostać blogerę? Trzy predyspozycje, które dobrze mieć

Są rzeczy, z których czasem nie zdajemy sobie sprawy. Takie pisanie bloga przykładowo —  z jednej strony słyszymy głosy odbiorców, że ten to pożyje. Coś napisze, z kimś się spotka, a tak poza tym to drinki, sława i przepych. Z drugiej strony odzywają się oburzone głosy blogerów, którzy na siłę próbują udowodnić, że blogowanie to arcyciężka praca i charytatywne tyranie godzinami pro bono. I to gorzej niż w fabryce, bo w fabryce kiedy kończy się dniówka, to idzie się do domu żeby pożyć, a i wypłatę raz w miesiącu można dostać. A blog? Harówa 24 godziny na dobę. Komu wierzyć? Jak zostać blogerem? Gdzie leży San Escobar? Czy można pływać w wodzie? Co oznacza ikonka srającego faceta na desce rozdzielczej? Na te i inne pytania nie odpowiem dziś w swoim tekście, ale za to przybliżę kilka aspektów blogowania, z których nie do końca zdawałam sobie sprawę.

Co powinien mieć człowiek, żeby mógł zostać blogerę?

 

#po pierwsze: twardą dupę

Nie ma znaczenia, czy chodzi o bloga parentingowego, lifestylowego czy nawet kulinarnego. Prędzej czy później każdego w końcu to dosięgnie, a im szybciej ktoś staje się popularny, tym szybciej odczuje na swojej psychice pazury wściekłych (bądź nie) hejterów.

Prowadzenie bloga (prawie) zawsze wymaga w jakimś stopniu uczuciowo-emocjonalnego ekshibicjonizmu. Nie zawsze przed tymi osobami, przed którymi byśmy chcieli, bo czasem wpadnie do nas ktoś, kto zdecydowanie zabłądził w złym tego słowa znaczeniu. W ęternecie jest mnóstwo poradników, jak sobie radzić z obślizgłymi stworzeniami, które przychodzą na blogi tylko po to, żeby zepsuć komuś dzień. Najgorsi są jednak ci niby uprzejmi, którzy krytykę ubierają w kulturalne słowa, a człowiek z automatu przyznaje im rację, bo przecież nie przybył z wyzwiskami, tylko pełna kulturka i salony. I jak tu strzelać do takiego osobnika? Ciężko odróżnić tą szumną konstruktywną krytykę od zwykłego plucia ugrzecznionym jadem.

W każdym razie przed założeniem bloga wydawało mi się, że to żaden problem, a kiedy już się stało, to okazało się, że wcale nie. Niestety przykre słowa potrafią zablokować na jakiś czas i to faktycznie może zniechęcić do pisania, bo trudno jest nie zacząć w siebie wątpić chociaż przez krótką chwilę. Łatwo się mówi „nie przejmuj się”, ale prawda jest taka, że zarówno przykre słowa wypowiadane prosto w twarz, jak i te w internecie po prostu bolą. Czy nie przejęlibyśmy się, gdyby na ulicy dziesięć osób z rzędu powiedziało nam coś przykrego? Niby wie człowiek, że to bzdury, ale coś gdzieś uwiera i jest jakoś nieswojo.

Trzeba się pogodzić z tym, że czasem TO się będzie pojawiać i wypracować jakiś własny sposób na radzenie sobie z frustratami, którzy wylewają na nas swoje żale. To pewnie jest też kwestia czasu i obycia z tym zjawiskiem, a że ja nie zjadłam jeszcze zębów na blogosferze, a takie rzeczy przydarzały mi się do tej pory sporadycznie, to się najzwyczajniej w świecie przejmuję. Cóż, minie mi.

#po drugie: hajsy

Ja wiem, że zaraz odezwie się rzesza ludzi, którzy blogują od czwartego roku życia i do tej pory nie wydali ani złotówki. No i super! A teraz trochę gorsza wiadomość: czasy, kiedy dobra treść broniła się sama, pomału odchodzą do tęczowej krainy, aby wypasać jednorożce i wiecznie odpoczywać. Zauważyłam, co następuje:

  • dobra treść nie gwarantuje popularności
  • nie zawsze to, co popularne, jest dobrą treścią
  • niektórym się udaje, ale jak wiadomo, jedna jaskółka kołem się toczy, a fortuna wiosny nie czyni

Chciałam przez to powiedzieć jedynie, że pieniądze mogą się przydać, kiedy próbujemy się przebić przez jakieś trzy miliardy influencerów, którzy zaczęli wcześniej od nas, szczególnie że facebookowa polityka zmierza do totalnego zgładzenia darmowych zasięgów. Należałoby jeszcze zinterpretować określenie „dobra treść”, bo treść równie dobrze może być zła, ale kontrowersyjna, a wtedy rozejdzie się jak ciepłe wegańskie paszteciki ze szpinakiem i serem ze słonecznika. Nie jest też wcale powiedziane, że jeśli tworzymy coś słabego, ale zainwestujemy pieniądze pozyskane ze sprzedaży biurowca, złota i przekazania żony do domu publicznego, to sukces gwarantowany. Sukces jest kombinacją kilku składowych, z czego główną część stanowi praca własna, posypana złotą posypką z pieniędzy i okraszona lukrem szczęścia.

Tak, prowadzenie bloga kosztuje — choćby takie banały, jak domena, hosting czy wordpressowy szablon. Reklama też staje się coraz bardziej koniecznością. Prędzej czy później pewnie chcielibyśmy, żeby nasz zakątek zaczął generować jakiś przychód, więc jest szansa, że inwestycja się (mam nadzieję) zwróci. Jak w każdym przypadku, pieniądze się przydają i polecam je mieć, chociaż bez nich też się da.

#po trzecie: od cholery wolnego czasu

Nie jestem zwolennikiem teorii, że bloger to ma ciężkie życie, praca go wykańcza i w zasadzie to cień człowieka. Blogowanie męczy jak każda inna aktywność, którą prowadzimy w ciągu życia, choćby nie wiem jak była przyjemna. Ja rozumiem, że wszystkim można się zmęczyć — jedzeniem od rana kokosowych pączków, czytaniem książek od czterech dni bez przerwy, czy przewróceniem na drugi bok o 5:50 w nocy, ale tyraniem czy harówką tego nazwać nie można. Jednego nie da się odmówić — prowadzenie bloga to pożeracz czasu.

Mnie napisanie tekstu zajmuje najmniej: czasem godzinę, czasem dwie, a czasem dwadzieścia minut. Potem tylko naniesienie stu dwudziestu poprawek, wymyślenie tytułu, który zazwyczaj zostawiam sobie na koniec, a o dziwo zwykle zajmuje mi to więcej, niż napisanie całego tekstu, i tym sposobem tekst o wakacjach mamy przy akompaniamencie kolęd i prószącego śniegu, no chyba że uda mi się wstrzelić w tę samą porę roku kilka lat później. Najgorzej jest z promocją tekstu w social mediach, bo zanim człowiek przebije się przez te wszystkie koty, które udają chleb, to może zapomnieć, po co w ogóle odpalił Facebooka. Do tego dochodzą takie przyjemności jak: odpisywanie na wiadomości i komentarze, spotkania i konferencje, poznawanie nowych ludzi… To nie brzmi jak ciężka praca i na pewno nią nie jest, ale nie da się zaprzeczyć, że czas znika jak wypłata w grudniu.

 

To tyle. Nie jestem dobra w zakończenia i wstępy, ale głupio by było urwać akapit i nic nie dodać, więc proszę bardzo, oto zakończenie! Jeśli ktoś miałby ochotę dorzucić coś do tej krótkiej listy, proszę się nie wahać i komentarz dodać. 

 

  • Ja zrobiłem odcinek talk-show za łączną sumę 100 złotych + mnóstwo roboczogodzin.

    700 wyświetleń 😀

    I co? I nic, jedziemy dalej, nie ma co płakać. Ale dodałbym jeszcze 4 punkt – świadomość, że wszyscy Cię zostawią. Mało kto wytrzyma z człowiekiem, który brnie w coś, co z boku wygląda jak przegrana sprawa.

    • Widziałam odcinek, myślę, że to kwestia czasu i ruszy na pewno!

      A co do ludzi to niestety prawda, mało kto wytrwa przy nas, kiedy zajmują nas takie rzeczy widziane oczami innych jako nie warte czasu głupoty. Mam to szczęście, że grupa najbliższych znajomych raczej wspiera, ewentualnie patrzy jak się to potoczy. Innych ludzi w życiu nie potrzebuję, więc może i dobrze, że tacy o których mówisz odchodzą, bo inaczej tylko marnowaliby nasz czas.

    • Nie no, to chyba trochę przesada z tym zostawieniem.
      To nie jest raczej kwestia tego, że wszyscy Cię zostawią bo realizujesz jakiś projekt, tylko raczej ile Ty jesteś w stanie poświęcić, zanim osiągniesz zamierzone cele. Przynajmniej ja na to tak patrzę.
      To, że mało kto z bliskich wierzy w pomysły początkujących blogerów (co najwyżej dają kredyt zaufania), czy odnosząc się do większej rzeszy ludzi: przedsiębiorców, to naturalne. Gdyby coś było proste lub powszechne, to dla przedsiębiorcy z ambicjami byłoby to mało atrakcyjne biznesowo. Można nawet się pokusić o stwierdzenie, ze im mniej ludzi w to wierzy tym lepiej. 😀 No bez przesady, ale jednak coś w tym może być…
      Ogólnie wielu blogerów zaliczyłbym do specjalnej grupy przedsiębiorców non-profit (na początku) z niekoniecznie zdefiniowaną grupą docelową i jedynym produktem w postaci zbioru słów nieuczesanych.
      Okej, zbaczam z tematu. Bez odbioru.

  • Danuta Brzezińska

    Ja prowadzę bloga dla przyjemności ale rzeczywiście przykre słowa czasem robią na mnie czasem wrażenie.

  • Aga Agar

    Pięknie napisane. Nie wiem, od jak dawna blogujesz, ale wypowiedziałaś się jak stary wyjadacz. Życzę więcej złota i lukru 🙂 Pozdrawiam, Agata

    • Dzięki serdeczne! Do wyjadacza mi daleko, zbliżam się nieśmiało do pierwszej rocznicy blogowania 🙂

  • Wygląda na to, że gubią mnie „hajsy”! ;p

  • Wpis świetny. Blog to na prawdę pożeracz czasu. Wiele ludzi sobie nie zdaje z tego sprawy. Nie raz pół nocy obmyślam jakiś nowy przepis, potem gotuję, stylizuję potrawę do zdjęcia, ustawiam sprzęt, robię zdjęcia. Potem ogarniam chaos, pisze przepis … niby nic wielkiego, ale to zajmuje nie raz i pół dnia. Cięzkie jest życie blogera, ale satysfakcja jest 🙂

  • Jeden z najlepszych wpisów jakie czytałam ostatnio! Bardzo fajny styl pisania, z humorem, a tak dosadnie! „Ciężko odróżnić tą szumną konstruktywną krytykę od zwykłego plucia ugrzecznionym jadem.” Mistrz!!! 🙂 Takie są nasze realia i trzeba się nauczyć radzić z tym hejtem jak najszybciej…

    • Dziękuję!

      Oj tak, mam nadzieję, że z czasem będzie coraz lepiej w kwestii radzenia sobie z tym, bo bywa, że ludzie nie przebierają w słowach.

  • „Czy nawet kulinarnego…” ??? A cóz to ma niby znaczyć??? Czy Ty deprecjonujesz w ten sposób blogi kulinarne??? 😉

    • Skądże, nie, absolutnie!!! Wydaje mi się, że na blogu kulinarnym najciężej o hejt. Mam rację, czy nie bardzo?

  • Wpis petarda! A ja mam miękką dupę i każdy mini hejcik wywołuje u mnie chęć ucieczki 😉 To straszne przy moich wielkich chęciach do blogowania!

    • Dzięki<3 mam to samo, ogromne chęci do pisania, a potem czytam coś niemiłego i muszę przełamywać blokadę przed publikowaniem. Mam nadzieję, że będzie tego jak najmniej i się uodpornimy 🙂

  • Bardzo ciekawy wpis. Wydaje się mi, że wszystko zależy co chcemy też osiągnąć. Jacy ludzie do nas przychodzą. Na każdym blogu znaleźć mogą się osoby które zaczną się czepiać nie wiadomo czego. Gorzej jak znajdzie się taka grupka.
    Jest też możliwość zawsze mieć komentarze pod kontrolą albo jak się nie ma po prostu nie odpowiadać i nie wdawać się w gadkę. Mimo, że bloguję od wielu lat raz tylko spotkałam się ale z odwrotną sytuacją. Pisałam odpowiedź pod postem innej blogerki, a ta zrównała mnie z błotem po czym blog stał się prywatny.

    Mimo to życzę jak najmniej hejterów, i jak najwięcej dobrych i szczerych komentarzy.

    • Dziękuję! U mnie też raczej hejterzy nie szaleją, sporadycznie się przydarzy, może dlatego potem tak uwiera, bom nie przyzwyczajona 😉

  • to wszystko prawda! każdy kto chce coś tworzyć w sieci musi się uzbroić w te „rzeczy”

  • Natalia Basińska

    To prawda, jest teraz bardzo dużo blogów i ciężko się wybić chociażby bez wykupienia jakiegoś rodzaju reklam. Podobne dobre teksty bronią się same, ale jakoś do odbiorców trzeba dotrzeć. Napisane tekstu to jedno, a cała jego oprawa zajmuje drugie tyle albo jeszcze więcej czasu. Pozdrawiam 🙂

  • Z wszystkim się zgadzam. Początkowo żyłam w przeświadczeniu, że jak się pisze to Cię znajdą. Ale za dużo jest umiejących pisać, niekoniecznie ciekawie, by się wybić bez reklamy albo znajomości. Ale to jak wszędzie, w każdej branży.

  • W sumie to taki jest wszędzie, nie tylko jeśli chodzi o świat blogerów. Jednak ludzie uważają, że w internecie można więcej… Czas… żeby blogować to trzeba go mieć i to sporą ilość. Bardziej chodzi mi o social media i promocję bloga, co nie jest łatwe. Mi tego czasu mocno brakuje, a przecież doby nie rozciągnę. Czasem trzeba też odpocząć, spać i się zrelaksować 🙂

    • To chyba najbardziej zaniedbana strefa w moim życiu, w tym roku obiecałam sobie zadbać o relaks i spanie żeby nie zwariować 😉

  • Najgorzej jest faktycznie z czasem. Jak byliśmy studentami, to aż tak się tego nie odczuwało, ale teraz już bardzo.

  • „Najgorsi są jednak ci niby uprzejmi, którzy krytykę ubierają w
    kulturalne słowa, a człowiek z automatu przyznaje im rację, bo przecież
    nie przybył z wyzwiskami, tylko pełna kulturka i salony. I jak tu
    strzelać do takiego osobnika? Ciężko odróżnić tą szumną konstruktywną
    krytykę od zwykłego plucia ugrzecznionym jadem.” O jak mi się to mocno kojarzy z jedną taką osobą, która u mnie tak „kulturalnie” komentowała! Rzeczywiście, miałam dokładnie ten problem. No jak mam ją zbanować albo chociaż częściowo nie przyznać racji, skoro tak grzecznie i ładnie się wypowiada, no jak? Moja mama nazwała tę osobę „słodką trucizną”, uważam, że całkiem trafnie 🙂

    • Niestety, to są paskudy! Niby toto miłe, a pod spodem jad się sączy. Już chyba wolę „normalnych” hejterów, bo wtedy ban i do widzenia, a tutaj dylemat 😉

  • Ja na razie rozbijam się przede wszystkim o zbyt małą cholerę tego czasu ;))) Fajny tekst!

  • #poczwarte – wytrwałość w realizacji blogoplanu (nawet jeśli jest tylko mglistym obrazem w głowie) i wiara, że ten zbiór pomysłów na bloga ma sens dla co najmniej jednej osoby (dla siebie samego).

    Dobry tekst. Zgadzam się przede wszystkim z #potrzecie (mi przygotowanie artykułu zajmuje 2-4 razy więcej czasu, za to tytuł wymyślam błyskawicznie) i #pierwsze („zamknij tą stronę zanim kogoś zabijesz” :-D). W moim przypadku #hajsy zacząłem wydawać dość późno i nie uważam, żeby to było takie konieczne, choć w tych lajfstajlowych blogach wszystko jest powykręcane do góry nogami. 😉

    Podchodząc z dystansem, tak jak to robisz (chociażby pisząc „blogerę”, co użyte nieświadomie spotkałoby się ze wściekłym jadem grammar nazi), myślę, że odtrącasz zapędy niektórych hejterków szukających łatwych łupów.

    PS. Fajnego masz blogaska. Wpadnij na moją stronę. (zawsze chciałem to napisać)

    • Domyślam się, że Twoje wpisy wymagają naprawdę sporo pracy, przecież to, co Ty tam tworzysz to dla mnie czarna magia! Chylę czoła.

      Masz rację z tą wytrwałością, ciężko jest po drodze nie mieć chwil zwątpienia, a i działanie według planu do tej pory u mnie leżało i kwiczało, chociaż w tym roku staram się podejść do tego w bardziej zorganizowany sposób.

      ps. Dzięki! Byłam na Twoim blogasku (zresztą już wcześniej też), jestem pod wrażeniem, zostawiłabym komcia ale skończyło by się pewnie na czymś w stylu „lubię prąd, prąd na prezydenta!”, bo nic mądrego nie przychodzi mi do głowy w tak konkretnym i merytorycznym miejscu w sieci 😉

  • Niech tej „konkurencji” będą nawet trzy miliardy, Ty jesteś tylko jedna i ja też 😉 dlatego jeszcze jedna konieczna rzecz to autentyczność 🙂 której akurat Ci nie brakuje 😀 Hejterzy pojawiają się pod najbardziej klikalnymi i kontrowersyjnymi wpisami, ale tak poza tym nie są obowiązkowi. Hajsy bardzo się przydają i to prawda. A czas jeszcze bardziej. Tylko że podobno albo można mieć czas, albo hajsy, i jak tu zostać blogerę 😉

    • O tak, autentyczność do tej listy można by dopisać! Trzeba opatentować jakiś sposób, żeby mieć jednocześnie hajsy i czas, nie wyobrażam sobie inaczej 😉

  • Etteb

    Jestem poczatkujaca blogerka ____ blog mix , poniewaz tak lubie aaa trudno bylo by o jeden tematyczny , na razie nic sie nie dzieje bo i moje wpisy sa malo interesujace aleee sie ucze. Przeczytalam gdzies , ze ____ zbyt dlugi text zameczy a krotki , tooo za krotki i jak to wybrac ? Czasami brak weny dopada ____ a dlatego , kiedy np: zajrze na bloga pelnego wspanialej tresci , fotek itp _____ wtedy widze moja nieudolnosc blogerska aleeeee szybko to mija , booo blog jest moj i powinien odzwierciedlac mnie i tylko mnie ! Faaajnie napisane 🙂 Pozdrawiam baaardzo mrozno prawie z pod z Alaski 😉