O tym, jak zostałam mistrzem organizacji

Plan na wczoraj był idealnie dopracowany i niezbyt skomplikowany. Generalnie wystarczyło przemieścić się z punktu A, zwanego domem, do punktu B, zwanego przychodnią, a żeby było łatwiej, przewozu dokonać miał mój partner swoim samochodem u-klasy. Teoretycznie mogło wydarzyć się wszystko, chociaż scenariusze typu: po zejściu ze schodów na klatce schodowej zapomniałam wyjść przez drzwi wyjściowe, trafiłam do piwnicy, a tam klucząc w ciemnościach tysiącem podziemnych korytarzy zgubiłam się, po czym w 2049 umarłam ze starości, albo: na drodze, którą jechaliśmy, nagle wyrosło pole kukurydzy i zarosło cały świat — wykluczyłam, bo moje życie jest tak bardzo nieprzewidywalne, że nie ma co zamartwiać się takimi typowymi scenariuszami, które przecież każdego dnia przydarzają się tysiącom ludzi.

Dlatego, kiedy dwie minuty przed czasem byliśmy na miejscu, wiedziałam, że jest to dosyć podejrzane. Wbiegłam radośnie na trzecie piętro, aby odbyć dwugodzinną wizytę u lekarza umówioną szesnaście lat i trzy miesiące temu, no niestety, terminy były nieco odległe, jak to zwykle w naszej służbie zdrowia bywa. Trochę zdziwił mnie wzrok pani z rejestracji, która miała na sobie wierzchnie odzienie utkane z niezwykłą starannością przez czteroletnie dzieci z Bangladeszu, a myślami była już raczej w domu i parzyła sobie espresso do szarlotki, ale nie zniechęciło mnie to w żaden sposób. Byłam dzielna i stanowczo wstawiłam stopę między drzwi a framugę, wspominając te lata oczekiwania na wizytę, tą trudną i wyboistą drogę, którą przebyłam, żeby tutaj dotrzeć. Najwyżej moja kostka ucierpi, trudno, 6 tygodni w domu i rehabilitacja za pięć lat jest niczym w porównaniu z tym, żeby ten wyczekany termin dzisiaj przepadł. Na szczęście kobieta była litościwa i moja noga ocalała, natomiast wieści z gabinetu nie były optymistyczne. Otóż to nie była właściwa przychodnia. „Dziwne” pomyślałam, ale dawaj do cybermachiny, niech mnie wiezie we właściwe miejsce.

W międzyczasie pani z właściwej poradni poinformowała mnie, że wysłali po mnie radiowóz i psy tropiące, ale skoro odebrałam telefon i żyję, to chyba niepotrzebnie, a ja na to, że to dobrze, bo to zwiększa prawdopodobieństwo mojego przybycia dziś o jakieś 6%, ale ona nie uwierzyła, i to był jej największy błąd tego dnia. Była też bardzo zdziwiona, że nie trafiłam, bo przecież dyktowała mi przez telefon, że to przy ulicy kszpszhsz… nek 40D kszpszhsz

Dobra zatem, ahoj przygodo, wklepałam w nawigację nazwę ośrodka i kontynuujemy podróż życia, co prawda ulica Krzywa 1/200 w żaden sposób nie rymuje się z ..nek 40D, ale, że coś przerwało i coś zabuczało, kiedy rozmawiałam z tą miłościwą niewiastą, stwierdziłam po prostu, że musiałam się przesłyszeć, co też w moim przypadku nie jest niczym dziwnym ani rzadkim.

Dojechaliśmy 20 minut po czasie, co nie było takie najgorsze, bo nadal pozostała nam godzina czterdzieści. Biegiem na drugie piętro, wpadam do gabinetu i siadam, rzucając w locie: „to ja, już jestem”, po czym jęłam zdejmować z siebie palto, myśląc jednocześnie, że jednak się udało, zwycięstwo, ale w pewnym momencie napotkałam spojrzenie, i dałabym sobie głowę uciąć, że widziałam już taki wzrok dzisiaj i to nawet 20 minut temu. Dosyć już nieśmiało zaczęłam tłumaczyć, że ja na 15:00, że Monika Nowak, ta blogerka zupełnie nieznana, ale to tylko kwestia czasu, a poza tym, no hej! Monika Nowak, czaicie? Na pewno ze trzy Moniki Nowak były dziś tutaj umówione, przecież każdy w życiu zna jakąś Monikę Nowak, po prostu przejdźmy już do rzeczy i miejmy z głowy tę cholerną wizytę.

Z jakiegoś nieznanego mi powodu nie dali się przekonać, więc zażenowana wykonuję kolejny telefon do właściwej przychodni i pytam, czy uprzejmie poda mi jeszcze raz adres, a ona jakby nie dowierzając, że na świecie istnieją osoby tak bardzo niebłyskotliwe, dyktuje: Katarynek 40D. Obok Plazy. Podaję adres temu szczęśliwcowi, z którym mieszkam i który dzięki mnie przeżywa w swoim życiu sytuacje nader radosne, i należy z tego powodu do ludzi szczęśliwych, a przynajmniej nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej, a który to dzisiaj mnie wozi po okolicznych przychodniach, i uradowana dodaję, że to obok Plazy, a to bardzo istotna wskazówka jest, bo przecież byliśmy tam już miliony razy, więc teraz już na pewno trafimy pod właściwy adres. Ale ta jego mina, gdzieś już ją dzisiaj widziałam…

„Plaza?! Kurwa. Monia, Plaza jest w Rybniku. A my jesteśmy w Żorach.”

 

  • Ciekawy artykuł. Dzięki.

  • Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo Cię rozumiem! Kiedyś mieszkaliśmy w Łodzi i jeździłam wszędzie tramwajami. Tylko tam wszędzie są jednokierunkowe, więc wsiadałam na jednej ulicy a z powrotem wysiadałam już na innej. Dzwoni kiedyś do mnie mój facet i pyta gdzie jestem i za ile będę. Ja oczywiście nie wiem, ale nie chcę się przyznać że znowu popieprzyłam ulice, więc mówię że będę za godzinę i jestem na ul. Blablabla. Na co on: Kurwa! Dziewczyno! Przecież jesteś za naszą kamienicą, tylko od dupy strony. No więc nawet pod domem można się zagubić…A te GPSy to też są straszne maszyny. Jakiś czas temu miałam mega ważną misję, żeby dzień przed komunią mojego syna podmienić mu albę, bo dostał ze dwa rozmiary za małą( dostał albę innego Wiśniewskiego, bo tych też od groma). Zerwałam się z pracy, gnam jak zła, bo babeczka przez tel mnie pospiesza że za 15 min kończy pracę i … zgubiłam się. Odpalam GPSa i gnam dalej. Podjeżdżam na jakieś zadupie 5 min przed czasem i…no nie poznaję miejsca. Patrzę na GPSa a tam zamiast ul. Xyz w Warszawie, jest ul. Xyz Stare Babice czy coś takiego. Nosz kurwa już miałam przed oczami minę mojego syna w tym za małym wdzianku. Całe szczęście jakaś sekretarka siedziała tam dłużej i odebrałam albę od niej. Ale dzień był bardzo stresujący 🙂

  • Rewelacyjny tekst! Uśmiałam się! Ah, doskonale znam to wszystko 😉

  • Dobre, podoba mi się 🙂 a z Żor do Rybnika nie mieliście daleko 😉 (nie mówię o kwestii zaparkowania koło Plazy 😉 )

    • Nie było daleko, ale jako, że byłam już spóźniona pół godziny to kolejne pół mnie nie ucieszyło wcale! Ale, żeby nie było tak smutno, okazało się, że ktoś po mnie odwołał wizytę i udało mi się jednak ją odbyć w całości 😀

  • Hahahaha tak btw W Krakowie tez hest galeria handlowa Plaza

  • Haha swietny teskt. Niestetybttlko takie sarkastyczne podejscie nam zostaje jesli chodzi o temat polskiej sluzby zdrowia.

  • Niezwykle humorystyczny ten tekst! Uśmiałam się niesamowicie. 😀 Jestem szczęśliwa, że nie tylko ja mam takie chocki klocki w życiu.

  • Laura LR

    hahaha dawno nie czytalam zadnego posta w ktorym sie tak nasmialam 😀

  • ehh jak ja lubię czytać takie posty. Humorystycznie:)

  • I oto ja, kolejna zwykła blogerka przybywam i staję „przed obliczem” niekwestionowanej mistrzyni organizacji. Cóż za zaszczyt! Jako że poczułam więź, gdyż nazwisko mamy to samo a nasze imiona zaczynaja się na M i kończą na A to ja CI dobrodusznie doradzę. Przefarbuj się na blond jako i ja uczyniłam. Kazdą tego typu wpadkę podsumowuję hasztagiem #TypowaBlondynka i udaję, że tak ten świat jest po protu zbudowany 😀
    A tak serio, jak ja Cię lubię czytać! 😀

    • Jak miło! Pomyślę nad farbowaniem, chociaż przyznaję, że rok temu w ramach innej historii pt. „poproszę tylko rozjaśnić końcówki” wyszłam z włosami blond prawie od samej góry, i chyba niezbyt mi pasowało 😉

  • Magdalena Chojnacka

    Fajny wpis, ubawiłam sie 😉

  • Przypomniałaś mi jedną przygodę kiedy kierowałam swojego męża na ulicę Sławików w Rybniku. Przez pół godziny jeździliśmy tam i z powrotem, bo byłam pewna, że wiem gdzie jadę. Choć wychowałam się w Rybniku i spędziłam tam wiele czasu, to w cholerę zapomniałam gdzie to było…

    • W takim razie czuję się pocieszona, że nie tylko mnie przydarzają się takie wpadki!

  • Puenta godna mistrzyni!

  • Ajga Pisze

    Świetny tekst!

  • Końcówki się wręcz nie spodziewałam 😀 Można się uśmiać 😀 Chyba każdy z nas miał w swoim życiu podobne przygody 😛

  • Aleksandra Załęska

    Uśmiałam się 🙂 Zwykły wypad do przychodni, a tu tyle przygód 🙂 Jesteś perfekcyjną panią planowania podróży do przychodni 🙂

  • Danuta Brzezińska

    Dobry tekst, chętnie się czytało.

  • Cóż za przygoda!