Czego NIE UDAŁO mi się zrobić w 2017? Podsumowanie

Pora na małe podsumowanie roku pańskiego dwa tysiące siedemnaście, który z godnością odszedł w zapomnienie kilka dni temu. Bazując na zeszłorocznych wpisach, udało mi się je skonstruować i zebrać w jednym miejscu ważniejsze teksty, które wyszły spod mojej klawiatury. Oto czego nie udało mi się osiągnąć w 2017.

#nie zarabiam kokosów (ale za to rzuciłam etat)

Choć praca na etacie to ostatnie czego chcę, w przełomowym 2016 zatrudnienie się gdzieś było konieczne, żebym wraz z potomkiem nie padła z głodu. To była najdziwniejsza praca od czasów, gdy inwentaryzowałam drogi, czytaj sprawdzałam stan ich nawierzchni za pomocą przyrządu zwanego oczami. Chociaż nowe zajęcie było typową pracą biurową, to okoliczności trochę odbiegały od tych, których zwykle oczekujemy pracując w start-upie.

Idź do pracy, mówili. Będziesz mieć kontakt z ludźmi, mówili.

Jasne. Było to nawet pocieszające, bo siedzenie z dzieckiem w domu może mieć efekt uboczny w postaci rozprostowywania się zwojów mózgowych i postępującej degradacji słownictwa dotychczas używanego. Ci, co mówili, racji nie mieli, gdyż tylko raz udało mi się uczestniczyć w tłumie liczącym trzy osoby, a w pozostałym czasie byłam tam ja i szef nieobecny przez 80% czasu pracy, a więc warunki idealne dla skrajnych introwertyków. Do tego dość często miałam okazję pracować z domu, więc mimo wszystko wspominam tę firmę z wielkim rozrzewnieniem. Dodam, że pierwszego dnia pracy po wstępnym ustaleniu obowiązków zostałam sama w biurze, a jakieś pół godziny później piorun strzelił w serwer, powodując jego przejście w stan wiecznego spoczynku i wyłączając przy okazji prąd, a wszystko to oczywiście przy rozładowanym telefonie. Po tej akcji szef patrzył na mnie nieco podejrzliwie za każdym razem, kiedy gdzieś wychodził.

Mimo że współpraca układała się nad wyraz dobrze, wywiało mnie z miasta do miejscowości, w której spotykam człowieka średnio cztery razy w tygodniu, co pociągnęło za sobą konieczność porzucenia tej wspaniałej posady. W nowym miejscu postanowiłam być sobie szefem i pisać zarówno bloga, jak i teksty na zlecenie. To była bardzo dobra decyzja, bo w żadnym biurze nie miałam takiego fajnego biurka, a na dodatek żeby znaleźć się w pracy wystarczy przejść przez przedpokój, co jednocześnie jest też wadą, bo równie łatwo z niej wyjść. Praca w domu ma swoje jasne i ciemne strony, o których pisałam z lekką dozą humoru już tu: Cała nieprawda o życiu na feelansie i tu: Praca w domu. Oczekiwania kontra rzeczywistość. Tekst o porzucaniu pracy znajduje się tu: Jak rzuciłam pracę na etacie? Historia prawdziwa.

#nie zdałam egzaminu na prawo jazdy

Cóż mogę powiedzieć. Może tylko tyle, że pewnego dnia roku 2017, kiedy trzeci raz w tygodniu przyjechałam rozklekotanym autobusem z mojej szalenie małej miejscowości do rodzinnego miasta, na drogach leżał topniejący śnieg, z nieba lał się deszcz, wtedy ja…

.

.

.

.

Nie, nie chodzi o egzamin. Nawet go wtedy nie miałam. Po prostu zgubiłam się, zmokłam jak szalona, zmarzłam i wściekłam się bardzo, ale tak bardzo na to, że nie mam tego cholernego prawa jazdy, że postanowiłam zrobić kolejne podejście. Relacja już wkrótce. Moje dotychczasowe zmagania zostały uwiecznione tu: Jak nie zdać egzaminu na prawo jazdy?

#padłam ofiarą stalkera

To był dzień, który odmienił moje życie. Dzień, w którym spotkałam stalkera, który okazał się niebezpiecznym drapieżnikiem, a tuż po tym, jak śledził mnie przez 4 kilometry, zaprosiłam go do domu. A potem zamieszkaliśmy razem i żyliśmy długo i… I mieszkamy po dziś dzień, a ja często wpadam w zadumę, zastanawiając się jak to się mogło stać, choć wiem, że nie ma już odwrotu. Więcej na ten temat tu: Jak zamieszkałam ze stalkerem i tu: Krótka historia o potworze, który przebrał się za kota.

#nie zostałam mistrzem organizacji

Nigdy nim nie byłam, ani nawet nie miałam takich ambicji. O tym, że nie warto na moje ręce składać planowania nawet krótkich podróży, a także, że moje życie to ciągła przygoda, pisałam już tu: Jak zostałam mistrzem organizacji?.

Jakoś pod koniec grudnia udowodniłam, że nic się w tej sprawie nie zmieniło. Jestem zapewne jedyną osobą na świecie, która zgubiła się w rodzinnym mieście, w którym mieszkała przez 28 lat z hakiem i to z telefonem z włączoną nawigacją w dłoni. Wszystko przez to, że wpisałam ulicę z numerem 29 zamiast 49, co spowodowało, że chodziłam kilka dni w tę i z powrotem, a przypadkowi ludzie proponowali mi nocleg i ciepły posiłek. Zupełnie jakbym przyjechała stopem do Ugandy, a nie autobusem do Katowic. Potem okazało się, że cały czas krążyłam pod obiektem zainteresowania. Dla usprawiedliwienia dodam, że panowały warunki srogie, a mgła była spowiła cały świat, spółkując bezwstydnie z ohydnym, rzęsistym mżawkodeszczem, i to był ten dzień, kiedy tak bardzo się wściekłam na siebie o brak prawa jazdy. Strach się bać jak się odnajdę, nawigując samochód.

#nie zostałam ekstrawertykiem (za to zaprzyjaźniłam się z wewnętrznym introwertykiem)

2017 upłynął mi pod znakiem poznawania nowych ludzi, co pewnie dla innych nie jest niczym szczególnym, natomiast dla mnie to jak wejść do paszczy lwa i połaskotać go po podniebieniu. Z osoby, która na hasło „ktoś idzie” chowała się w szafie, na wszelki wypadek blokując drzwi kanapą i trzema fotelami, drobnymi krokami zaczęłam transmutację w osobę, która jedzie w pojedynkę na (mini)konferencję, na której nie zna absolutnie nikogo, i udaje się jej nie spędzić całego wydarzenia schowanej pod krzesłem, a nawet poznać parę osób i zamienić kilka zdań z JasonemHuntem. Myślę, że gdyby dawna ja usłyszała, co zamierzam w 2017, popukałaby się w czoło. Co prawda nadal nie są to dla mnie najbardziej komfortowe sytuacje na świecie, ale już w żaden sposób mnie to nie blokuje, wręcz przeciwnie — lubię naciągać swoje granice i chodzić spuchnięta z dumy, że udało mi się zrobić coś fajnego pomimo drobnych zakłóceń, z naklejką „dzielny pacjent” na piersi. A potem zaszyć się na tydzień w domu z laptopem. O introwertykach pisałam tu: Czy introwertyków należy zrzucać ze schodów?

#nie zostałam minimalistką

Choć przyrzekam, starałam się bardzo. Po czterech przeprowadzkach ilość moich rzeczy uległa gwałtownej redukcji, ale to nadal nie jest to. Niemniej czuję się lepiej ze świadomością, że przy kolejnej przeprowadzce 15 małych kartonów załatwi sprawę. Wiadomo, przesadzanie w każdą ze stron nie jest dobrym pomysłem, a stan idealny leży jakoś po środku — tak, żeby każdorazowe otwieranie szafy nie kończyło się jej torsjami, ale też żeby dni nie dzieliły się na wychodzące, bo mam czystą bluzkę, i niewychodzące, bo bluzka się suszy po praniu. Niedobór nadmiaru, czyli jak zostać minimalistą i dlaczego nie

#nie zostałam sławnym blogerę (ale na wszystko przyjdzie pora)

Że zajęłam się blogowaniem, tego chyba nikomu nie muszę mówić, bo to jakby dość oczywiste jest i chyba najważniejsze na całej tej liście. Przez kilka miesięcy prowadzenia bloga miałam parę momentów, że chciałam rzucić to w cholerę, ale jak widać tak się nie stało i planuję nie rzucać go nadal, a nawet, żeby był bardziej niż w roku poprzednim. Gdyby ktoś też chciał w tym roku zostać influencerem, może przydać mu się to: Jak zostać blogerę? Trzy predyspozycje, które warto mieć.

A Tobie czego nie udało się osiągnąć w zeszłym roku?

 

  • Ewa

    Ciekawe i oryginalne podsumowanie! Ja również nie zostałam ekstrawertykiem, doszłam do wniosku, że jednak mój introwertyzm mi nie przeszkadza i wcale nie jest taki zły 😉

  • Ela Grabarczyk

    Podoba mi się ten typ poczucia humoru 🙂

  • Webska

    Hehe, rewelacyjne podsumowanie ubiegłego roku. No cóż Wiele rzeczy się nie udało, ale jestem przekonana, że lista tych, które przebiegły pomyślnie jest znacznie dłuższa.

  • Bardzo ciekawy ten rok był dla Ciebie 🙂 Dobrze że pokonałaś swoja strefę komfortu i pojechałaś na minikonferencję 🙂

  • Myślę, że warto patrzeć na to co się osiągnęło. Mi też wielu rzeczy nie udało się zrobić, ale na wszystko przyjdzie czas. Ja też rzuciłam prace, wyjechałam na długi odpoczynek i wszystko przemyślałam i zaplanowałam od nowa. Mam nadzieję, że w 2018 uda mi się to wszystko osiągnąć, czego i również życzę Tobie.
    PS. Też nie zdałam prawka 🙁
    (Leszczyńska Weronika)

    • Dziękuję i trzymam w takim razie kciuki, żeby w tym roku wszystko poszło u Ciebie w odpowiednim kierunku 😉

  • Nie udało mi się wcielić w życie zasady „Padłaś? Powstań, popraw koronę i zasuwaj”. Zamiast tego zaczęłam stosować do „Padłaś? Poleż i odpocznij, należy ci się.”
    Nie udało mi się być pracoholikiem przez cały rok, tylko przez pół. Przez drugie pół w końcu zaczęłam się wysypiać, jadać na czas.
    Nie udało mi się zachować filigranowej figury. Odkryłam za to, że dodatkowe kilogramy poszły w cyc… biust, chciałam powiedzieć, a moja okrąglejsza niż kiedyś twarz, nawet nieźle się prezentuje.
    I tak dalej, i tak dalej. 😀

  • Jak mi się podoba, jaka Ty przewrotna jesteś łobuzica 😀 Oby 2018 też był dla Ciebie udany (ja tak całkiem nieprzewrotnie i prostolinijnie :))!

    • Dziękuję bardzo! Równie prosto z mostu życzę Ci tego samego (z małym opóźnieniem ;))

  • Ironia, poczucie humoru, słomiany zapał i milionów pomysłów na minutę oraz wielofunkcyjność! Skąd ja to znam ha ha! Fajnie napisane, zdjęcia też piękne! Co do prawka i innych rzeczy pamiętaj: „Mówi się trudno i płynie się dalej!” Pozdrawiam serdecznie

  • No nie udało mi się w 2017 wejść na Mt. Everest. Ani wyjechać na 2 lata dookoła świata. Nie udało mi się też jeszcze otworzyć żadnej fabryki – to ostatnie nawet bardziej serio niż poprzednie 😉

    • To życzę w 2018 otwarcia fabryki w pierwszej kolejności, a potem całej reszty 😉

  • Kurczę! Też bym chciała mieć takich stalkerów! A wypożyczasz go może? Zaprosiłabym go na herbatkę i ciasteczko 😉

    • Z chęcią! Bywa czasem natrętny i plącze się ciągle pod nogami, więc chętnie go pożyczę. Tylko co na to Wasze „dzieci”? 😉