#piątek trzynastego i inne (nie)szczęścia

W tym tygodniu wydarzyły się bardzo ważne rzeczy.

Po pierwsze: któregoś wieczora wysiadły nam wszystkie internety: taki z kabla i z obydwu telefonów jednocześnie, mimo, że każden z innej parafii, operatora znaczy się. Niewątpliwie był to spisek – najpewniej po to, żebym w końcu pozmywała naczynia, które leżały w zlewie jakoś od moich osiemnastych urodzin, czyli wcale nie tak dawno, jak mogłoby się wydawać. Najpierw pomyślałam, że mam atak serca, ale potem podali mi tlen i sytuację udało się opanować. Co prawda tlen nie internet, na fejsbuka nie wejdziesz, ale w ostateczności też w jakiś sposób daje radę utrzymać przy życiu.

Po drugie, zamówiliśmy zmywarkę, bo okazało się, że od tamtego pamiętnego wieczora nic nie robię tylko zmywam na okrągło, co wpłynęło dość negatywnie na jakość mojego życia, więc na samą myśl o tym, ile zyskam, o ile więcej czasu będę mogła poświęcić na arcyważne sprawy, takie jak egzystowanie poziomo i niekoniecznie zmywanie, robi mi się ciepło na sercu. Co prawda termin jej przybycia był wyznaczony na środę, a dziś mamy piątek i nadal jej tu nie ma, ale być może okaże się po prostu że to będzie najlepszy piątek trzynastego w historii piątków trzynastego i nie dość, że spędzę ten dzień leżąc, to dodatkowo coś będzie wykonywać za mnie jeden z najbardziej znienawidzonych obowiązków, a ja zostanę uwolniona z kuchennego piekła brudnych naczyń na zawsze. Chociaż kiedy piszę „coś” to robi mi się smutno, ja sądzę, że zmywarki powinny pomyśleć o emancypacji, no bo przyznajcie sami, uprzedmiotowienie kogoś, kto żyje tylko po to, żeby zmywać, i żywi się tabletkami, jest niewątpliwie niesprawiedliwe.

Po drugie, odpoczęłam. Sama nie wiem jak to się stało, ale zapewniam, że nie miałam wyjścia – jak ktoś w domu ma zwolnienie i ciągle tylko leży i leży, to siłą owczego pędu też zaczynasz leżeć, no nie ma innej możliwości. A jak do tego leży i ogląda seriale to już w ogóle dramat, bo nie dość że się leży razem z nim, to jeszcze się człowiek wciąga w jakąś najbardziej interesującą historię w kosmosie o tym, że sobie diabeł w wersji kolorystycznej nr. 001 light beige przyleciał na Ziemię i ze swoim czarnoskórym bratem aniołem podbijają świat. A jak się okazuje, że sezon ma po 18 odcinków, a sezony są dwa i trzeci w toku, to chcąc nie chcąc z własnej przymuszonej woli się siedzi na dupie, aż się skończy. A gdy po wszystkim człowiek wstaje lekko zażenowany, dziwiąc się samemu sobie, to stara się myśleć o tym w ten sposób, że to wszystko po to, by pobudzić własną kreatywność, bo zwoje mózgowe nie kaloryfer, nie muszą chodzić na okrągło. Poza tym kiedy kończy się serial to trzeba na nowo poszukać sobie sensu życia, a być może najlepszym na to sposobem jest wrócić do tego, co robiło się przed nim, bo ja podobno miałam jakieś życie, chociaż nie do końca wierzę w tą teorię. Czyli należy wstać i żyć.

Tak się pechowo złożyło, że ocknęłam się akurat dzisiaj, no i nie dość, że w piątek, to jeszcze trzynastego, ale to aż tak bardzo mnie nie poruszyło, bo przecież mam w domu czarnego kota, który miliony razy dziennie przecina mi drogę. Nie do końca jest to fajne, bo może i pecha nie przynosi, ale to tak jakby ktoś czyhał na moje życie 24/7 i zakładam, że to może podwyższać prawdopodobieństwo wypadku w zaciszu własnego domu. Bardziej zainteresował mnie fakt, że dziś piątek, a słyszałam, że w piątek popołudniu zaczyna się ten magiczny czas w życiu człowieka, kiedy nie trzeba zarobkować, zwany weekendem, więc ja trochę z premedytacją, a trochę ze strachu przed istnieniem postanowiłam na wszelki wypadek jeszcze trochę poleżeć, mimo że jestem blogerem, więc weekend przecież trwa dla mnie całe życie.

Będę wdzięczna za trzymanie kciuków za pozytywne zakończenie dnia.

A jeśli nie, to po prostu znów będę mieć dobrą historię na bloga.

 

  • Małgorzata Hert

    Ja pewnego piątku 13 – go miałam wypadek samochodowy. Ale to nie był tak do końca pechowy dzień – wtedy poznałam mojego męża. Od tego dnia byliśmy ze sobą i jesteśmy nadal 🙂 Do dziś n ie wiem czy to był pechowy 13 czy raczej nie