Wszystko mi jedno – magiczna broń

„Wszystko mi jedno” to najbardziej magiczna magia, jaką dotychczas poznałam w swoim jakże krótkim, stuletnim życiu. Do tej pory nie mogę zrozumieć jej fenomenu, bo w ogólnym rozrachunku jest to zjawisko dosyć frustrujące, oczywiście dopóki nie nauczymy się z niego odpowiednio korzystać.

Bo jak to możliwe, że to wredne życie jest tak bardzo złośliwe? Zależy nam na czymś bardzo, ale tak bardzo, że oddalibyśmy za to wszystko co mamy i więcej, dokładając wysublimowaną kolekcję jednorożców i dwa słoiki nutelli. I co? I nic! To znaczy, jeśli to jest sprawa mniej losowa i mamy wpływ na jej przebieg, to istnieje szansa, że po włożeniu jakiegoś wysiłku z naszej strony wszystko pójdzie tak, jak ma pójść (no chyba że jest się mną, ale to już inna historia). Nie chcę tu przecież sugerować, że wszystko zależy od czynników zewnętrznych, chociaż gdybym miała opierać się na dowodzie anegdotycznym z własnego doświadczenia, to mogłabym dojść do takich wniosków. Bo jeśli akurat ja czegoś bardzo chcę, to choćbym nie wiem jaki wielki wpływ na to miała, to moje życie wymyśli tysiąc zaskakujących scenariuszy, żeby nieco mi wszystko utrudnić. Mówiąc „nieco”, mam tu na myśli sytuacje typu: niezapomniany wyjazd we dwoje czy też jedyny w swoim rodzaju bieg w klapkach, który odmienił moje życie, co wbrew pozorom ma też plusy, bo mam później o czym pisać.

W każdym razie im bardziej nas skręca z powodu, że czegoś chcemy, tym większe prawdopodobieństwo, że przykro mi, ale sorry, ale wybacz, ale jednak NIE. Potem przychodzi zwątpienie, bo w końcu ileż można wkładać energię w coś, co wygląda na niemożliwe do zdobycia/osiągnięcia/zrobienia, a na samym końcu, po wielu dniach (tygodniach) żałoby po utracie czegośbardzoważnegoczegoniedostaliśmy, kiedy jako tako zaczynamy wracać do psychicznej równowagi i układać sobie życie na nowo, kiedy zaczynamy dochodzić do wniosku, że tak właściwie to nie wiemy, dlaczego aż tak bardzo nam na tym zależało, i godzimy się z faktem, że nic z tego i że okej, życie toczy się dalej, nieważne, wtedy…

…niespodzianka!

via GIPHY

Wtedy nasz cel, którego nie mogliśmy osiągnąć przez wiele miesięcy, wjeżdża na stół, misternie zapakowany według najnowszych trendów wprost z Pinteresta, oklejony naklejkami z napisami typu „today be a good day”, a tuż za nim tłum kolorowo ubranych ludzi rozsypuje konfetti na lewo i prawo. Z głośników, które pojawiły się znikąd, wybrzmiewa „We are the champions”. Na fali uniesienia dołączasz do innych i zaczynasz śpiewać razem z nimi…

Nagle jednak, kiedy dochodzi do ciebie, co się wydarzyło, czujesz się, jakbyś dostał meteorytem w łeb. No co za cholera z tego życia, żarty sobie okrutne stroi! Teraz?! Teraz, to ja mam to gdzieś!

Kiedy mnie się przydarzyło coś takiego kilka tysięcy razy z rzędu, po krótkich przemyśleniach stwierdziłam, że to nie może być przypadek. Czytałam jakieś teorie wynikające z prawa przyciągania, że kiedy bardzo czegoś chcemy, to wszechświat wyczuwa, że tego nie mamy, a brak czegoś wysyła drgania do świata, że nam czegoś brak, a to z kolei przyciąga więcej cząsteczek braku czegoś… W każdym razie jakoś tak to szło. Gdyby ktoś potrzebował głębszych wyjaśnień, to może spróbować poszukać więcej informacji na ten temat, ja co prawda jestem sceptyczna co do tej teorii, bo brzmi trochę jak horoskop, ale tak właściwie czy to ważne, jak to działa?

Dlatego właśnie „wszystko mi jedno” jest takie świetne, bo jak czegoś nie będzie, to nie będzie i już, a jak jednak będzie, to z nieba poleci wata cukrowa, czekolada i tęcza. Warto próbować tej techniki i stosować ją wymiennie z „jakoś to będzie”, tylko to nie jest tak, że da się samego siebie oszukać, bo jeśli będziemy udawać, że nam nie zależy, a będzie nam zależało, to nic z tego. Nie ma tak dobrze.

Nie mówię też, że jest to łatwe, niemniej jednak warto próbować skrócić sobie czas oczekiwania i oszczędzić niepotrzebnych nerwów. A jeśli komuś z wielką trudnością przychodzi fraza wszystko mi jedno, może przejść na przykład od razu do fazy rezygnacji, co dla mnie jest czasem o wiele łatwiejsze. Tylko trzeba uważać, żeby nie wpaść w stan i tak mi się nie uda”, bo to akurat przynosi skutek odwrotny do zamierzonego (wiecie, przyciąganie podobnych katastroficznych cząsteczek i te sprawy).

Warto zatem przyjrzeć się sobie w momencie, gdy coś nam uporczywie nie wychodzi, czy nasze odczucia nie oscylują gdzieś w okolicy takiego typowego dla dzieci „ale ja chcę!” połączonego z tupnięciem nóżką, bo może wystarczy tylko trochę upuścić z siebie powietrza, a przy kolejnym wdechu nabrać wraz z tlenem dystansu do sprawy. I już.

  • Aleksandra Załęska

    Czasem jeśli czegoś bardzo chcemy to nam nie wychodzi, a jak podchodzimy do tego na spokojnie, na zasadzie „a nuż się uda”, wówczas wszystko wychodzi tak jak powinno. Przynajmniej u mnie tak jest 🙂

  • Czasami faktycznie „wszystko mi jedno”, ale kiedy wiem, czego chcę, to sprawdzam, na ile jest to realne, rozkładam cel na czynniki pierwsze i działam, nie liczę na los i fart – staram się odróżniać sprawy na które mam wpływ, a na które nie…

    • Wiadomo – totalne olewanie wszystkiego raczej nie jest dobrym pomysłem 😉

  • Holly Lu

    Czasem uda mi się osiągnąc coś, czego pragnę. Ale częściej dosięga mnie jednak to, czego nie chcę.

    • To już w ogóle inna historia, że często spotyka nas to, czego się obawiamy. Skąd ja to znam 😉

  • Monika Wysocka

    Podoba mi się to zdanie: „Dlatego właśnie „wszystko mi jedno” jest takie świetne, bo jak czegoś
    nie będzie, to nie będzie i już, a jak jednak będzie, to z nieba poleci
    wata cukrowa, czekolada i tęcza.” Ciekawa filozofia. 🙂

  • Justyna Poręba

    Oj bardzo wpis na czasie! Napisane w świetnym humorze 🙂 Bo chyba w końcu chodzi o to, żeby doceniać to co się ma najpierw i nie wpaść w pułapkę tak jak wspomniałaś, „Braku” 🙂

    • Oj tak, docenianie tego, co się ma jest szalenie ważne!

  • Są w życiu sytuacje gdy trzeba po prostu trochę wyluzować i odpuścić w pewnych sprawach. Czasem nie ma jakiegokolwiek sensu kurczowe trzymanie się czegoś, tylko dlatego, że tak sobie wymyśliliśmy. Czasem warto zdać się na to co czas przyniesie i być gotowym na wszystko 🙂

    • Umiejętność dystansowania się do różnych rzeczy bardzo się przydaje 🙂

  • Zapadł mi ten tekst w pamięć. Myślałam o tym cały dzień i stwierdzam: nie e.
    Za dużo marzeń i celów. Ja się muszę po prostu czegoś uczepić i się tego trzymać.
    Zamiast „wszystko mi jedno” stosuje „plan B”, „plan C” i tak do Z 🙂

    • Wiadomo, każdy ma swój sposób, najważniejsze, że się u Ciebie sprawdza! 🙂

  • Znam to…i fakt stosowanie tego nie jest łatwe, ale praktyka czyni mistrza 😀

  • Sophy Lukrecja

    Super! Dzięki za ten wpis <3

  • Mamnatooko.pl.

    Świetny tekst! Dobrze się czyta.
    Podchodzę do życia ‚nic na siłę’ Niektórych spraw się nie przeskoczy. Zaobserwowałam już kilkukrotnie, ze nie naginając własnego losu lepiej na tym wychodzę bo później dostaję od niego bardzo proste i jeszcze lepsze rozwiązanie.

  • Grafy w podróży

    Nic na siłę, ale jak zrobimy prawdziwy rachunek sumienia i wyjdzie nam, że jednak na czymś nam zależy to trzeba być konsekwentnym, nie odpuszczać. Gdzie jest dobra wola rozwiązania problemu to znajdzie się metoda – twierdził Einstein.

  • Sandra Nowicka-Nowak

    A ja właśnie zaczełam wierzyć w teorię, że im bardziej o czymś myślimy to to dostajemy. Tzn to się dzieje podświadomie ponieważ nasz mózg koncentruje się na tym aby to osiągnąć wobec czego udaje się to osiągnąc.

  • Ach, bo tyle tych teorii, pani kochana… Raz każą się koncentrować, innym razem płynąć, namawiają też by odpuścić i jeszcze mówią, że „Droga może być celem”. Jak żyć, pani Jednorożcowo, jak żyć?

    • Też chciałabym to wiedzieć! U mnie póki co system olewania niektórych tematów sprawdza się znakomicie. Każdy musi dojść do tego metodą prób i błędów… A idąc naszą wyboistą drogą najlepiej jest posilać się po drodze pysznym jedzonkiem, na tym zawsze warto się skoncentrować! 🙂 🙂

  • Nieprawda, u mnie jest kompletnie na odwrót – gdy bardzo czegoś chcę, to to po prostu dostaję – a jeszcze częściej sama sobie biorę. Mamy wielki wpływ na to, co dzieje się w naszym życiu. Inna rzecz, że podejście „wszystko mi jedno” jest niezastąpione w sprawach, w których jednak wiele nie możemy zdziałać – np. gdy ktoś nas nienawidzi bez powodu, obgaduje, albo… przy niesprzyjającej pogodzie. Tutaj faktycznie lepiej się nie przejmować 😉

  • Irena Żak | bionatura.info.pl

    Dobry tekst. Gratuluję 🙂

  • Ciekawy wpis i podejście do tematu 🙂

  • Hmm… chyba po prostu wszystko ma swoje miejsce i czas. Na pewno nic na siłę.

  • Ja się trochę nie zgodzę, może mam inne doświadczenia, a może inne podejście do tej samej sprawy 🙂 Dla mnie jak czegoś bardzo chcę, to to się pojawia, tylko tak jak piszesz czasami w najmniej przewidywalnym momencie. Jednak przychodzi i jeśli to był cel, który chciałam osiągnąć to mam świadomość, że czasami na jego realizację musi minąć trochę czasu, aby mogło być tak jak chcę 🙂

    • Każdy ma swój sposób, ważne, że działa!