Wyszłam z domu. Nie wróciłam

-Mamo, co dziś na obiad? – zawołał w progu młody człowiek z siedemdziesiątką na karku. Początki Alzheimera dawały mu się we znaki, więc żeby przypomnieć sobie niektóre rzeczy, potrzebował więcej czasu. Na szczęście droga do kuchni zajmowała mu około 20 minut, więc w tym czasie zdążył potknąć się trzy razy i skojarzyć fakty, że mama nie żyje od 10 lat. Nie ma się co dziwić, jak się żyje z rodzicami przez większość życia, taki fakt ma prawo przecież wylecieć na chwilę z głowy.

Dlaczego młodzi ludzie koło trzydziestki nie chcą, u licha, dorosnąć?

Będę zupełnie nieobiektywna, bo patrzę na sprawę tylko z własnej perspektywy, a mnie pierwsze myśli o wyprowadzce przyszły do głowy jak miałam pięć lat. Na szczęście nie miałam wtedy wielkiej mocy decyzyjnej, a włączając do tego moje lenistwo, marne szanse, że utrzymałabym się samodzielnie na odpowiednim poziomie.

Należę do grupy 12% ludzi, którzy wyprowadzili się z domu przed 25 rokiem życia. W tym momencie wydaje mi się, że było to bardzo dawno temu, a mentalnie byłam na poziomie dziecka w wieku szkolnym, ale jednak nie – 24 lata to całkiem solidny, dorosły wiek. No cóż, niektórzy dojrzałość emocjonalną osiągają około trzydziestki, inni koło siedemdziesiątki a jeszcze inni nigdy, więc zakładam, że nie było ze mną tak źle.

Do wyprowadzki skłoniły mnie różne okoliczności, niemniej psychicznie byłam gotowa na to od wielu lat, bo świadomość, że coś lub ktoś mnie ogranicza w jakikolwiek sposób, była denerwująca. W tym miejscu muszę przyznać, że sporą zasługę miała w tym moja rodzicielka. Nigdy mnie nie wyręczała w niczym, pranie robiłyśmy na zmianę, a przed niespodziewaną wizytą gości robiłyśmy dokładnie to samo – upychałyśmy nogą w szafie wszystkie niezbędne rzeczy walające się tu i ówdzie, tyle że każda w swojej. Czasem po takiej akcji tygodniami szukałam ulubionej bluzki i kota, który lubił się zawieruszyć wśród czystego prania, a potem lądował w szafie, która nie miała dna. Te nasze szafy to w ogóle ciekawa rzecz była, bo jestem pewna w stu procentach, że one były jakoś ze sobą połączone, co umożliwiało swobodną i naprzemienną wędrówkę rzeczy, a potem następowało zdziwienie, że gdzie jest moja najfajniejsza koszula i dlaczego, córko, masz ją na sobie?

I mimo tego, że lubiłam niedziele, kiedy jadłyśmy zawsze razem jajecznicę, albo noce, kiedy spotykałyśmy się w kuchni podczas burzy, bo żadna nie mogła spać, a potem gadałyśmy jeszcze trzy godziny – nigdy nie czułam żalu ze swojej strony, że to już koniec. Chciałam własnego życia, przygody, zasypiać wtulona w przedstawiciela gatunku odmiennej płci, chciałam swojego kota i swoich problemów. No dobra, chciałam też tych kolorowych kanapek, które czasem znajdowałam w kuchni po powrocie do domu, zresztą, do dziś za nimi tęsknię. W każdym razie obie miałyśmy własne życie i nikt nie miał zamiaru nikogo przed tym zatrzymywać.

Nie mogę sobie przypomnieć, co jadłam w tamtym okresie tuż po przeprowadzce, bo odchodząc z domu, potrafiłam zrobić jedynie spaghetti i to ze słoika, a w głowie miałam jeszcze świeże wspomnienie o tym, jak próba zrobienia drożdżowych racuchów skończyła się pytaniem mojej mamy, czy ja na pewno nad tym panuję, a w ręce trzymała telefon z wybranym numerem straży pożarnej. Początki gotowania były dramatyczne, bo każdą porażkę znosiłam okrutnie, a tak naprawdę przez całe życie z gotowaniem spotykałam się sporadycznie. Nie przeszkodziło mi to stanąć u bram dorosłości i narazić się na niewygody samodzielnego przygotowywania posiłków oraz głód prowadzący do śmierci. Widmo mieszkania stojącego w płomieniach też mnie nie zniechęciło.

Dlatego nie mogę pojąć, co skłania ludzi do tego, by na siłę pozostać nastolatkami, bo ja zawsze marzyłam o tym, by być dorosłą, a ci, którzy mówili, że zatęsknię jeszcze za młodością, nie mieli zupełnie racji – dorosłość była dokładnie tym, czego oczekiwałam, była naturalnym etapem, który ukształtował mnie totalnie, mimo chwil lepszych, gorszych i niewyobrażalnie złych, i ogólnie rzecz biorąc, to współczuję swojemu potomkowi, że jeszcze tyle lat przed nim, niby beztroski, a jednak uwierającej. A że charakter po mnie w jakimś stopniu odziedziczył, co widzę wyraźnie już teraz, to coś czuję, że będziemy mieli wesoło.

  • Sylwia

    Żeby wyprowadzić się z domu, trzeba mieć ku temu warunki. Teraz wszystko się przesunęło. Musisz skończyć studia, czyli do 25. roku życia właściwie nie zarabiasz (są wyjątki). Nie jesteś w stanie zgromadzić kapitału na samodzielne życie.

    • Zgodzę się z Tobą. Ja nawet po studiach, gdy pracowałam na pełen etat, nie byłam w stanie się utrzymać. Dlatego z domu wyprowadziłam się dopiero po ślubie – dwie wypłaty pozwoliły nam na samodzielność

  • Ja wyprowadziłam się z domu w wieku 20 lat – nie na studia, po prostu taka była moja decyzja – nie żałuję 😉 Tez nie potrafiłam gotować, najbardziej lubianą potrawą były parówki w tamtym okresie 😀 ale dzięki temu jestem bardzo samodzielna i wydaje mi się też, że rozsądna i zorganizowana – trzeba było podejmować wiele decyzji, pamiętać o płaceniu rachunków, a jak nie wyprałam, to nie miałam w czym chodzić. Dzięki temu też poznałam mnóstwo ludzi, bo brakowało mi towarzystwa w obcym mieście 😉

  • Cieszę się, że do Ciebie trafiłam. Też należę „do grupy 12% ludzi, którzy wyprowadzili się z domu przed 25 rokiem życia.” Jednak myślę, że tutaj wpływ ma mentalność i wewnętrzne poczucie samodzielności- mnie wyręczano, ale wiedziałam, że im prędzej się wyprowadzę, tym lepiej dla mnie. I tak jak jeszcze miałam 18 lat, wyszłam z domu…:-)

  • miałam niewiele ponad 20 – samodzielność jest fajna

  • Wiedziałem, że jak tylko dorosnę, to się wyprowadzę. Mając 19 lat pojechałem na studia do innego miasta. Chociaż do swojego miasta wróciłem po studiach, to do rodzinnego domu już nie. Ale to były inne czasy. W całej Europie, poza Włochami, młodzi ludzie wyprowadzali się z domów rodzinnych, to był standard. Teraz wahadło się odwróciło, teraz jest trudniej. Nie dlatego, że są gorsze czasy, tylko dzieci są chowane pod kloszem. Mało rodziców jest przekonanych, że dzieci powinny mieć obowiązki i uczyć się odpowiedzialności od małego. Jak mają się tej odpowiedzialności nauczyć nagle w wieku 18 lat? Te 12%, których rodzice stawiali na samodzielność się wyprowadza, a reszta zostaje, bo po co iść na swoje?

  • Samodzielność to coś na co nie każdy chcę się zdecydować. Tak po prostu jest wygodniej. I potem mamy tych wszystkich mamisynków.

  • www.niebianskie-podroze.pl

    W szoku jestem, ze tak malo ludzi wyprowadza sie przed 25 rokiem zycia 😮 ja mialam 21 lat a itak uwazam, ze powinnam to zrobic duzo wczesniej. Samodzielnosc zaczyna sie wlasnie z chwila podjecia pracy i wyprowadzki od rodzicow. Moim zdaniem 20 lat to juz odpowiedni wiek. Studia zawsze mozna robic zaocznie, albo pracowac wieczorami, albo w ogolena studia nie isc.

  • Justyna

    Mnie do samodzielności zmusiło życie. Straciłam rodziców i byłam zdana tylko na siebie. Wybierając sobie chłopaków szukałam ustatkowanych i odpowiedzialnych, choć wśród rówieśników nie było to łatwe. Dałam radę. Choć zastanawiam się, jak wyglądałoby moje życie i w jakim wieku bym się usamodzielniła, gdybym miała rozpieszczających mnie rodziców.

  • Ja wyprowadziłam się z domu mając 19 lat, ha. 😃 Najlepsza decyzja, choć wówczas nie sądziłam, że uda mi się nie wrócić. Uważam, że to nieodzowny etap życia. Doroslam, zmieniłam się, zrozumiałam wiele spraw. Dziś po 7 latach mam własną rodzinę i dobrze mi z tym. Z jednej strony chciałabym te dwie małe istotki mieć zawsze przy sobie, z drugiej wiem, że będę je zachęcać do samodzielności.

  • Hz

    Fajny, wciąż aktualny temat poruszyłaś. Ja mieszkam sam od 20. roku życia i przyznam, że to dobra decyzja, choć owocowała wieloma błędami i problemami, których pewnie bym uniknął pod kuratelą rodzica. Nie byłbym jednak bogatszy w doświadczenia, które dzięki (może nie stuprocentowej) dość szybkiej samodzielności zdobyłem. Zostawiam like na fanpage i zapraszam do siebie 🙂

  • Ja wyprowadziłam się stosunkowo późno – miałam 26 lat. Fakt faktem, ostatnie 2-3 lata były „ciężkie”: miałam już świadomość, że jestem za stara na mieszkanie z rodzicami, i mimo, że bardzo ich kocham i jestem wdzięczna za wszystko – będzie tylko gorzej.
    I faktycznie, odkąd się wyprowadziłam, relacje z nimi się poprawiły – nie mamy już możliwości, by na siebie warczeć, bardziej doceniamy wspólne chwile 🙂

  • Dana

    U rodziców jest dobrze, można z nimi mieszkać i być jednocześnie samodzielnym. Mając 21 lat podpisałam umowę o pracę na czas nieokreślony. Jeśli są możliwości zamieszkania we własnym M, to dobrze, ale nie zawsze jest to możliwe ze względów finansowych. Zwłaszcza na początku kariery zawodowej.

  • Podobnie jak ty należę do tych 12% procent i nie rozumiem, jak z własnej woli można nie chcieć mieć własnego życia. 🙂

  • Wyprowadzka na pewno uczy samodzielności, nie zawsze jest kolorowo. 🙂

  • Od razu po studiach rozpoczęłam pracę i niewiele później się wyprowadziłam. Wiadomo, że rodzicom jest przykro jak się opuszcza dom, ale taka kolej rzeczy. Trzeba nauczyć się samodzielności. Ja też jakoś nie chcę wracać do lat studenckich, czy licealnych. Wolę tu i teraz 🙂

  • matka testerka

    Wyprowadziłam się od rodziców mając 22 lata, uważam, że to był najwyższy czas i cieszę się, że miałam taką możliwość. Nie rozumiem ludzi, którzy boją się zrobić ten krok w dorosłość, ale nie jestem chyba zbyt obiektywna, bo ja na swoich rodziców zawsze mogłam liczyć więc może mniej się bałam iść do przodu?

  • Każde zerwanie więzi i choć na chwilę wyrwanie się z rodzicielskich więzi uczy samodzielności przydatnej w kolejnych latach życia. 😉

  • Magdalena Bar

    Ludzie mają różne priorytety. Nie kazdy po podjęciu pracy myśli o swoim mieszkaniu i wyprowadzce od rodziców. Niektórzy np wolą się kształcić lub podróżować, a nie zawsze z wypłaty można pokryć wszystko. W dodatku single czesto czekają na swoją drugą połówkę aby razem moc stworzyć swój drugi dom. Jest wiele innych sposobow zeby nauczyc sie samodzielności w życiu. Choć nie popieram 30stek mieszkających na garnuszku rodziców to staram się zrozumieć potrzeby i możliwości innych ludzi.

  • Niesamowicie ciekawy tekst, lubie Cie czytac 😀

  • Ja mam „koło trzydziestki” i z rozrzewnieniem wspominam swoją „młodość”. W sumie wyprowadziłam się z domu w wieku 19 lat na studia i już nie wróciłam do domu rodzinnego. Dorosłość mnie przerażała i dalej przeraża, ale od nastoletnich lat wkraczałam w nią z odpowiednią osobą u boku i do dzisiaj wspólnie się z nią borykamy. Z jednej strony chciałabym, żeby ktoś zabrał ode mnie to wszystko i chciałabym wrócić na studia, ale z drugiej strony – już tyle za mną i nie wiem, czy chciałabym wrócić na studia wiedząc, co jeszcze przede mną…
    Malwina

  • po wyprowadzce od rodziców odetchnęłam. poprawiły się również nasze relacje. jestem kolejną osobą, która potwierdza, że nic tak nie poprawia relacji z rodzicami jak wyprowadzka. nie pamiętam ile miałam lat (a nie chce mi się sprawdzać) chyba też 24 i uważam, że to było dość późno. a odnośnie tego bycia nastolatkiem to wyprowadzka w niczym nie przeszkadza. mieszkanie samemu to trochę więcej obowiązków ale bez przesady. w domu rodzinnym też trzeba sprzątać. za to wolności jest o wiele wiele więcej. ale różni są ludzie i różne priorytety. kiedyś mieszkało się całymi pokoleniami, taka była tendencja. teraz raczej jest tendencja żeby się usamodzielniać. każdy robi to co lubi. problem jest tylko, jeżeli rodzice chcieliby już pozbyć się dziecka,a ono ani myśli wyfrunąć z gniazdka 😉

  • Super dzieciaczki

    Ja miałam 25 lat gdy się wyniosłam, ale powinnam zrobić to wcześniej.

  • Holly Lu

    Ja stałam się samodzielna już w liceum, bo wyjechałam do innego miasta, więc wiem że można szybko dorosnąć.

  • Karolina Ostrowska

    Ja właśnie myślę o wyprowadzce, ale czekam z tym na ukończenie studiów i podjęcie pracy na pełen etat. Powalają mnie moi niektórzy znajomi, którzy podśmiechują się ze mnie a sami na rachunki za swoje mieszkanie pieniądze biorą od rodziców…

  • Ja wyprowadziłam się w wieku 23 lat. Najpierw rok za granicą, który dał mi dużo samodzielności, następnie gdy wróciłam, postanowiłam zamieszkać w akademiku i dalej było już tylko lepiej. Co prawda dalej słabo gotuje, ale już z głodu nie przymieram gdy skończą się parówki w pobliskim sklepie 😀 Rozumiem, że są różne sytuacje i różni ludzie, ale moim zdaniem około 30 lat, to już najwyższa pora na samodzielność.

  • Tylko 12%? I znów jestem w mniejszości 🤦🏼‍♀️

  • Doczytałam do końca i mam refleksję. Zresztą byłoby dziwne, gdybym nie miała. Idę sobie w ustronne miejsce, żeby to przemyśleć