Co to za jedna?

Mogłabym zacząć od tego, że od zawsze uwielbiałam pisać; kiedy inni bawili się grzechotkami, to ja czytałam Bukowskiego w oryginale i tylko kwestią czasu było, kiedy zacznę tworzyć własne teksty. Niestety muszę wszystkich rozczarować, bo oczywiście dokładnie tak było, a dodatkowo byłam osobą nader wszechstronną, i tak, owszem, miałam dobre oceny z wypracowań, tak jak i matematyki, informatyki i… no, może muzyka szła mi średnio i przez całe życie nauczyłam się poprawnie śpiewać tylko „Rotę”, niemniej nie zmienia to faktu, że w ciągu całego życia chyba jednak więcej śpiewałam, powodując krwawienie uszu u sąsiadów, niż pisałam.

Mogłabym powiedzieć, że byłam dzieckiem wybitnie uzdolnionym, bo przecież w wieku 11 lat pisałam swoją pierwszą książkę. I tak, to prawda, a kiedy rok temu podczas przeprowadzki ją przeglądałam, na wszelki wypadek paliłam każdą stronę po kolei, żeby zapomnieć co oczy ujrzały. Poza tym mam wrażenie, że większość nastolatków rodzaju żeńskiego w tamtym czasie pisała książki. Żaden fenomen.

Moje pisanie jest wypadkową wszystkiego, co wydarzyło się w moim życiu, dystansu, którego się przez to nabawiłam, i lekko dziwnego poczucia humoru. Więcej o mnie można przeczytać także tu: O autorce

…ale miało być o blogu

Czego zatem możesz się spodziewać, wchodząc tutaj? Na blogu prym wiodą trzy kategorie:

 

#nieporadniki

Jedyne, czego potrzebujesz, by się przeczołgać przez to miejsce, to dystans i poczucie humoru, najlepiej trochę dziwne, bo wtedy jest większe prawdopodobieństwo, że się czasem pośmiejesz. Lubię się trochę ponabijać, powytykać nam jako społeczeństwu różne dziwactwa i nie będę się upierać przy tym, że mam rację, bo może wcale nie. Jedyna moja przewaga jest taka, że ja mam bloga i mogę o tym napisać. Raczej nie znajdziesz tu odpowiedzi na pytanie “jak żyć?”, zresztą mam teorię, że czytanie poradników nie doprowadziło jeszcze nikogo do niczego sensownego, poza zmarnowaniem czasu, dlatego stworzyłam #nieporadniki – też można pomarnować sobie czas, ale przynajmniej jest zabawnie.

#śmiać się czy płakać

Ten zakątek powstał dzięki mojej niebywałej i jedynej w swoim rodzaju skłonności do nietypowych sytuacji. Przez większość życia nie mogłam się nadziwić, jak wielkiego mam pecha. Spadały na mnie wszystkie nieszczęścia tego świata, począwszy od tego, że własna kuchnia próbowała mnie zabić, a skończywszy na tym, że kiedy spieszyłam się, aby wykonać pierwsze duże, monetogenne i najważniejsze na świecie fotograficzne zlecenie, to zatrzasnęłam się w domu. Kiedy przychodziłam na przystanek zbyt wcześnie, autobus się spóźniał, kiedy ja się spóźniałam, odjeżdżał o czasie, kiedy przychodziłam o czasie, odjeżdżał za wcześnie. Naprawdę, często nie mogłam uwierzyć w ten splot nieszczęśliwych okoliczności, który ciągle mi się przydarzał, i nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać, czy może od razu siadać i pisać.

#(nie)praca

Kto mnie zna, ten wie, a kto mnie nie zna, ten zaraz się dowie, że od czasów niemowlęctwa słowo praca budziło we mnie niechęć, a przez całe dzieciństwo i młodość zastanawiałam się, w jaki sposób mogę uciec od niewolnictwa zwanego etatem. Przechodziłam przez wiele różnych etapów: latami pracowałam w różnych miejscach i na różnych stanowiskach, miałam własną firmę, którą koniec końców unicestwiłam, pracowałam w domu. Ciągłe myśli o tym, że nie chcę czekać na emeryturę, aby zacząć żyć, bo prawo do niej będę mogła uzyskać w wieku 120 lat, kiedy będę ślepa, głucha i zrobiona z syntetycznej skóry, prowadzą do tego, że stale szukam swojej drogi do szczęścia. Szczęścia, w którym mam wolność, pieniądze i mogę decydować o tym, jak będzie wyglądał mój każdy dzień, i o tej drodze i wszystkich jej aspektach jest ta kategoria.

 

Jeśli  spodobało Ci się to, co tutaj tworzę, to zdejmij kurtkę i buty, rozgość się, a ja przyniosę Ci herbatkę z ekstraktem z rogu jednorożca (gluten & lactose free!). Latem zaproszę Cię do ogródka z basenem, którego nie mam i podam lemoniadę z tęczy.

Jeśli natomiast któryś z tych elementów do Ciebie nie trafia, to na szczęście w Internecie jest miejsce dla wszystkich, i po prostu możesz sobie iść. Potraktuj to jako ciekawostkę; to tak jakbyś obejrzał poskoczka mułowego w ZOO, zdziwił się, wyszedł i zapomniał.

źródło: Pinterest

Miłego buszowania!

Uprasza się o NIE traktowanie wszystkiego, co przeczytasz na tym blogu, śmiertelnie serio. Zdrowa dawka dystansu i humoru jest zawsze wskazana. Przed przeczytaniem (nie) konsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy tekst niewłaściwie zrozumiany zagraża twojemu życiu lub zdrowiu. Zdjęcia wykorzystane w tekstach pochodzą ze stron: Unsplash.com, Pixabay.com bądź są mojego autorstwa.