about
Kim jestem?
Niedoszła księgowa i autorka książek, których nikt jeszcze nie napisał. Nieprzyzwoicie niefotogeniczna, dlatego została fotografem. Posiada duży zasób autoironii i lubi odwracać kota ogonem. Na blogu pisze o społeczeństwie, relacjach i swojej skłonności do nietypowych sytuacji.
więcej o mnie

Co jakiś czas świat obiega informacja, że teraz jest na coś szał. Z niewyjaśnionego powodu od jutra na przykład najlepiej by było, żebyśmy zostali weganami, ale takimi z tradycją, dziesięcioma przykazaniami o tym, jak jeść szpinak, żeby go nie urazić i totalną ideologią — weganizm jedynym słusznym sposobem na życie, strzelajmy do mięsożerców, marchewka też ma uczucia, weganizm w każdej polskiej rodzinie! Internet nagle rozrasta się o artykuły w stylu: „Czym karmić migdały, żeby dobre mleko dały”, a ludzie godzinami rozmyślają, jak humanitarnie przeżuwać sałatkę jarzynową.

Albo Hygge. Ni stąd, ni zowąd, nagle każdy chce być „hygge”, nawet nie do końca wiedząc, co to oznacza. I wszyscy jak jeden mąż powtarzają, a każdy dodaje coś od siebie. Bezrobotny jest hygge, pasożytujący na rodzicach jest hygge, nawet moje rybki, których nie mam, są hygge. Mnie to w sumie cieszy, bo z moją niechęcią do robienia czegokolwiek, co muszę, w końcu mam prawo nie nazywać siebie leniem. Teraz ja też jestem hygge, ba, można by rzec, że nie wiedząc o tym, byłam prekursorem tego stylu życia już w głębokim dzieciństwie, kiedy odmawiałam pójścia do przedszkola. Szkoda, że nie pomyślałam, żeby nadać temu wszystkiemu jakąś egzotyczną, trudno brzmiącą nazwę i opatentować życiową filozofię. Byłabym nie tylko leniwa, ale i bogata.

Jednym z hitów ostatnich miesięcy jest minimalizm. Podpierając się własnymi doświadczeniami oraz bogatą wyobraźnią, postanowiłam przygotować krótki poradnik o tym, jak osiągnąć życiowe spełnienie, czyli zostać minimalistą.

#przeprowadź się

Nie mam dobrych informacji dla tych, którzy planują w obecnym miejscu zestarzeć się i umrzeć. Najlepsza droga do bycia minimalistą odbywa się poprzez przeprowadzkę, a najlepiej trzy z rzędu w krótkim czasie. Dlaczego? Po pierwsze: musisz znaleźć samochód, który da radę przewieźć wszystkie twoje rzeczy, a wiadomo, że taki nie istnieje. Na tym etapie następuje wstępna wstępnych selekcji posiadanych rzeczy. Nie trzeba się z tym spieszyć, przecież widać od razu, że wiele ich nie mamy. Należy tylko przygotować kilka kartonów, wyciągnąć wszystko z szafek na wierzch, a potem…

…halo, jest tu kto?!

Hop hop?

Halo? Pomocy, nie mogę znaleźć drogi do drzwi wejściowych od trzech lat…

 

Kiedy po wielu tygodniach błądzenia w korytarzach rzeczy, wyczerpany, znajdujesz wiązkę światła, która okazuje się oknem, powraca nadzieja. Wołasz do przypadkowych przechodniów z prośbą o pomoc, a gdy już ktoś cię odnajdzie i udzieli wskazówek, jak wyjść z mieszkania, proponuję zacząć od wyrzucenia wszystkich rzeczy, których w ciągu pół roku nie używałeś. Jak mówią wszelkie poradniki, których nie czytałam — nie miej sentymentu i wyrzucaj, jak leci. Niech ci nie przyjdzie do głowy zostawiać cokolwiek pod głupim pretekstem, że niby sprzedasz. Nie ze mną te numery.

Efekt uboczny: Ta kolejka, która ustawiła się o czwartej nad ranem pod twoim domem, a w której można spotkać ludzi z całej Polski, to najprawdopodobniej twoja wina. Lepiej pomyśl zawczasu o postawieniu jakiejś prowizorycznej przymierzalni, bo inaczej będziesz mieć pod oknami sceny jak podczas wyprzedaży w Lidlu. Nie zapominaj, że takie śmietnikowe rzeczy rozchodzą się szybko jak masło w promocji. Ostrzegam — przez kilka dni będziesz spotykać ludzi przechadzających się jakby nigdy nic w twoich ciuchach po ulicy; gorzej, jeśli znajdziesz je na pobliskim straganie. Jeszcze gorzej, gdy ktoś otworzy mini-centrum handlowe z twoimi rzeczami, a w ciągu tygodnia dorobi się na nich więcej niż ty przez całe życie. Niech nie zdziwi cię również, gdy ktoś zapuka do twych drzwi i zapyta, czy nie mogłabyś tej pomarańczowej bluzeczki wymienić na jakąś w innym odcieniu, i w sumie przydałoby się 38, bo 36 to jednak trochę ciasne, a tak w ogóle, to te meble, telewizor i deskę klozetową, które jeszcze masz w domu, to ona też bierze, bo chyba jeszcze nie zdążyłeś wynieść, ale to nic nie szkodzi.

Zapomniałabym o najważniejszym: nie wyrzucaj pamiętników, zdjęć i napisanych przez siebie książek, chyba że chcesz stać się osiedlową gwiazdą na tydzień. Albo na zawsze.

Efekt pośredni: Sto trzydzieści kartonów niezbędnych rzeczy. Stosując zasadę 20/80, wyrzuć losowe 104 kartony. Następnie przeprowadź się jeszcze dwa razy.

Efekt końcowy: 5 kartonów niezbędnych rzeczy.

Brawo! Pierwszy krok do bycia minimalistą masz za sobą.

#urządź się na nowym miejscu z głową

Teraz masz już tylko rzeczy, które są niezbędne do życia. Czujesz się niesamowicie lekko, prawda? Dużo łatwiej się układa myśli w głowie, a i czasu masz teraz więcej. Trudno się dziwić; już nie stoisz godzinami przed szafą, zastanawiając się, co dzisiaj ubierzesz. Po prostu chodzisz od dwóch miesięcy w tych samych rzeczach, które miałeś na sobie, kiedy się pakowałeś. Jakiś wpływ na to pewnie miał fakt, że pozostałe 5 kartonów, które wybrałeś losowo podczas przeprowadzki, zawierało w sobie podręcznik do programowania, zasłony w renifery i skarbczyk z pierwszej komunii.

Trochę przeszkadza ci głód, niestety garnki i talerze skryły się w kartonach, które wystawiłeś na śmietnik. Ewentualnie możesz iść odkupić je na straganie za 20-krotność ich wartości. Ostatecznie postanawiasz zamówić dietę pudełkową. Auć. Drogie to.

No i nie masz deski klozetowej.

#zakup niezbędną literaturę

Trzysta książek o minimalizmie i piętnaście regałów, żeby mieć gdzie je trzymać będzie w sam raz, aby przejść przez pierwszy, najtrudniejszy etap przyzwyczajania się do życia bez rzeczy. Zanim je przeczytasz, nie będziesz już pamiętał, że kiedyś coś w ogóle miałeś. Nie kupuj e-booków, na zwykłych książkach przynajmniej można siedzieć, jeśli ułoży się je w stos. Nie zrażaj się niepowodzeniami, na tym etapie to normalne!

#naucz się żyć w nowy sposób

Jest ciężko.

Znajomi nie odzywają się od tygodni. Niestety nie masz telefonu, żeby do nich zadzwonić, ale i tak uważają, że zdziwaczałeś, więc raczej nie są zainteresowani kontaktem. Albo po prostu są zajęci obrzydliwym kupowaniem rzeczy. Dobrze im tak.

Nadeszła jesień i chodzenie w kostiumie kąpielowym nie jest już tak wygodne, jak przedtem.

W końcu nie wytrzymujesz i idziesz do sąsiadki, by skorzystać z komputera. Co prawda przez kilkanaście minut szamoczesz się z nią w drzwiach i błagasz, żeby nie wzywała policji, ale ostatecznie udaje ci się ją przekonać, że nie jesteś kochanką jej męża ani wariatką, która szuka małych kotków do satanistycznego rytuału.

W szale zakupów internetowych zamawiasz wszystkie zbędne do życia rzeczy, których od tygodni ci brakowało. Wkrótce mieszkanie zapełnia się na powrót kartonami.

To nic. Gdybyś chciał znów zakosztować minimalizmu, zawsze przecież możesz się przeprowadzić.

Oby następna moda, jaka do nas trafi, nie była modą na kanibalizm.