about
Kim jestem?
Niedoszła księgowa i autorka książek, których nikt jeszcze nie napisał. Nieprzyzwoicie niefotogeniczna, dlatego została fotografem. Posiada duży zasób autoironii i lubi odwracać kota ogonem. Na blogu pisze o społeczeństwie, relacjach i swojej skłonności do nietypowych sytuacji.
więcej o mnie

– Znacie się doskonale. Masz wrażenie, że jest z tobą od zawsze. Jest naprawdę niesamowity – oddany i wierny. Prawdziwy przyjaciel. Odkąd sięgasz pamięcią, zawsze w pobliżu. Był, kiedy chodziłeś do podstawówki i pisałeś pierwsze sprawdziany. Kiedy podchodziłeś pierwszy raz w życiu do tej blondynki z niebieskimi oczami. Kiedy próbowałeś ugotować pierwszy w życiu obiad. Czasem był jakby nieobecny, ale nie szkodzi – najważniejsze, że po prostu był. Gotów w każdej chwili pomóc ci w dokonywaniu ważnych wyborów. Zawsze bezbłędnie wyczuwał, kiedy jest najbardziej potrzebny i nigdy cię nie zawiódł. Rozwiewał szybko twoje wątpliwości i zapewne uchronił cię przed popełnieniem wielu niewybaczalnych błędów, więc jesteś mu dozgonnie wdzięczny. Oszczędził ci naprawdę wielu rozczarowań!

– Czuję, że powinienem mu się jakoś odwdzięczyć. Co mogę zrobić? W końcu poświęcił mi całe swoje życie, chcę, żeby wiedział, jak bardzo jest wyjątkowy i ile dla mnie znaczy.

– Musisz go zabić.

– Nie rozumiem…

– To dzięki niemu w szkole byłeś co najwyżej średni. A blondynka? Nigdy nie poznałeś nawet jej imienia. Związałeś się z tą grubą Kaśką. Nie jest źle, jest przecież całkiem sympatyczna. Nie ma za bardzo chemii, ale czego się spodziewałeś? Przynajmniej nie jesteś sam. W kuchni jest nadal tak, jak było – przypalasz nawet wodę na herbatę i odcinasz dwa palce, kiedy smarujesz chleb z masłem. Już dawno dałeś sobie spokój.

– To nie jego wina. On po prostu znał doskonale mnie i moje słabości; wiedział, że nigdy nie nauczę się gotować. Popatrz, jak ja wyglądam! Blondynka nie była dla mnie. I tak dziwne, że wytrzymał ze mną tyle czasu. On chce dla mnie dobrze. Nie potrafię bez niego żyć! Nie dałbym mu nawet odejść, a ty mówisz mi, że mam go zabić? Oszalałeś do reszty?!

– Pamiętasz te chwile, kiedy chciałeś zrobić coś inaczej? Te krótkie chwile jego nieobecności. Brałeś wtedy do ręki pióro, układałeś w głowie zdania, czasem nawet udało się coś napisać.

– Och, całe szczęście, że to były tylko krótkie chwile jego nieuwagi. Szybko orientował się, że nie mogę robić takich rzeczy, bo przecież nie potrafię! Wiesz, jak smakuje porażka? Uchronił mnie przed cierpieniem!

– Tak, masz rację. Uchronił cię także przed innymi rzeczami: przed robieniem w życiu tego, co naprawdę lubisz, przed związkiem z kobietą, którą kochałeś; uchronił cię przed samym sobą.

– Nie możesz tak mówić! Dzięki niemu moje życie jest bezpieczne. Nigdy nie stanie mi się krzywda!

– Naprawdę tak sądzisz? Myślisz, że jesteś teraz szczęśliwy?

– Tak.

– Chodź, pokażę ci coś. Widzisz tamtych uśmiechniętych ludzi?

– Widzę. Co z nimi?

– Oni nie mieli tyle szczęścia co ty. Dorastali sami.

– To naprawdę okropne. Niesamowicie trudno musiało być bez jego pomocy…

– Powiem ci coś. Ich życie nigdy nie było bezpieczne. Każdego dnia byli narażeni na krytykę i porażki. Zobacz, mimo tego zrobili coś. Namalowali obrazy. Napisali książki. Założyli blogi i kanały na YouTube.

– Dziwni ludzie. Na pewno zrujnowało to ich psychikę.

– Mylisz się. Powiem więcej: zaznali prawdziwego szczęścia. Wcale nie byli samotni, gdyż przez całe życie mieli wielu przyjaciół, którzy ich wspierali w tym, co robią. Trzymali ich za rękę, kiedy coś poszło nie tak. Nie powiem, czasem zdarzało się, że odwiedzał ich twój znajomy.

– To mój przyjaciel!

– Dobrze zatem, twój przyjaciel.

– Kiedy nie było go u mnie, odwiedzał innych, czyż tak?

– Tak. Oni jednak, wspierani przez dobrych ludzi, szybko posyłali go do diabła.

– I wtedy znów wracał do mnie?

– Tak.

– Kim on tak naprawdę był?

– To twój wewnętrzny krytyk. Twoje życie wcale nie jest szczęśliwe i poukładane. Jesteś w bańce, w której co prawda raczej nic ci nie grozi, ale dzięki temu nigdy nie zaznasz szczęścia. To nie twoja wina, że był przy tobie tyle lat. Teraz po prostu musisz powiedzieć mu, że ma odejść.