about
Kim jestem?
Niedoszła księgowa i autorka książek, których nikt jeszcze nie napisał. Nieprzyzwoicie niefotogeniczna, dlatego została fotografem. Posiada duży zasób autoironii i lubi odwracać kota ogonem. Na blogu pisze o społeczeństwie, relacjach i swojej skłonności do nietypowych sytuacji.
więcej o mnie

Dlaczego cieszę się, że dostałam od życia po dupie?

Gdybym sama sobie zadała takie pytanie jakiś czas temu, pewne jest, że sama sobie również dałabym po mordzie. Pewne rzeczy docierają do nas dużo, dużo później — ciężko jest wytłumaczyć komuś, że jeśli właśnie pali się jego dom z całym dobytkiem, albo, nie wiem, jego kot go nie lubi i woli spać z jego żoną zamiast z nim (skala ludzkich problemów jest zróżnicowana przecież), to że kiedyś, w dalekiej przyszłości, zrozumie tę lekcję życia i będzie silniejszy, mądrzejszy i Ragnar to w popłochu będzie przed nim uciekał z całą wioską, kiedy przypadkiem się spotkają.

Jedyna lekcja, która spada na nas razem z całym gównem, które próbuje nas unicestwić w trudnych momentach to taka, że co nas nie zabije, to nas nie zabije. Ot, nic więcej, nic mniej. Jeśli coś złego ci się przydarzyło, nie stajesz się od tego silniejszy. Po prostu nadal oddychasz i nadal masz możliwość zmian. Nie jestem zwolennikiem teorii, że nic nie dzieje się bez powodu. To kolejna bzdura, którą ludzie tłumaczą swoją bierność. No, chyba że mój los jest ciągle na kwasie i to wszystko, co dla mnie wymyśla, na końcu ułoży się w jakiś głęboki sens. Z moją skłonnością do nietypowych zdarzeń, której nie zwykłam nazywać pechem, byłaby to zagadka godna naukowców.

Jeśli jednak uważasz, że to ty masz wpływ na swoje życie, a nie tajemniczy los, którego nikt nigdy nie widział, ale podobno ma dwa rogi i żądło, być może uda ci się wyciągnąć coś pozytywnego z małych i wielkich dramatów, które każdego spotykają. Przejście przez jakąś traumę daje nam nową perspektywę na wszystko, co do tej pory myśleliśmy. Zależnie od tego, czy wybierzesz tarzanie się w szambie żali i pytań “dlaczego ja?”, czy dystans do ogółu wydarzeń i dumę, że oto stoisz jeszcze — utoniesz, albo spluniesz za siebie i pójdziesz. Z głową Ragnara pod pachą.

Każda zła rzecz, która mi się przydarzyła pokazała, że mam w sobie cechy o których nie miałam pojęcia i że nie istnieje limit czekolady, po zjedzeniu którego się umiera. Lepiej mi się żyje, kiedy znam swoje granice i w ogóle mam wrażenie, że byłabym zupełną mimozą bez wyrazu, której cykl życia to praca, dom, mąż, dziecko, pies i wakacje raz w roku. A na taką się zapowiadałam.

Nie traktuję już wszystkiego tak bardzo dosłownie, a z wszystkich doświadczeń wycisnęłam, co się dało, żeby nie poszły na marne. Próbuję też okiełznać prawo przyciągania, szczególnie od czasu, kiedy okazało się, że można je wytłumaczyć fizyką kwantową. Nie wierzę bowiem w rzeczy, których nie da się racjonalnie wyjaśnić, ale to cholerne prawo jest obecne w moim życiu i ma się dobrze (zajrzyj na przykład tu: Wyjazd bez dziecka – nieprzydatny poradnik albo tu: Skłonność do nietypowych sytuacji). Co prawda nadal głównie w wydaniu negatywnym, ale walczę z tym.

Dlatego, mimo że moje życie w pewnym momencie było godne scenariusza “Dlaczego ja?”, w ogóle się tym nie przejmuję i zaprzyjaźniłam się z jednorożcami. Najwyżej kiedyś przekuję swoją historię w szmatławiec dla ludzi żądnych emocji i zbiję na tym fortunę. Nigdy natomiast nie przyszło mi do głowy, że chciałabym cofnąć czas i coś zmienić, bo od kiedy zamknęłam zły i niedobry rozdział mojego życia, to koty jakoś lepiej mruczą i zdjęcia na Instagramie bardziej kolorowe.

*Dla ludzi, których poczucie humoru przestało się rozwijać, gdy byli w fazie embrionalnej, i wszystko biorą dosłownie: nigdy nie spotkałam Ragnara i nie mam nic wspólnego z jego śmiercią.